Świat bez cenzury

KORONA-PANIKI CIĄG DALSZY – BAJOŃSKIE MANDATY ZA BRAK MASECZKI, 2 FALA PANDEMII JESZCZE ”STRASZNIEJSZA”.

Ministerstwo Zdrowia apeluje do Polaków o nielekceważenie obostrzeń i noszenie maseczek w sklepach, komunikacji miejskiej oraz innych zamkniętych przestrzeniach. W związku z nieprzestrzeganiem zasad, w autobusach i tramwajach ruszyły kontrole, konsekwencją ich horrendalne kary.

30 maja został zniesiony obowiązek noszenia maseczek w przestrzeniach ogólnodostępnych np w parkach czy na ulicach. Nadal jednak musimy nosić maseczki w sklepach czy komunikacji miejskiej oraz wszędzie tam, gdzie nie jest możliwe zachowanie dwumetrowego dystansu. Wiele osób lekceważy jednak przepisy i nie zasłania ust oraz nosa.

Z relacji ”Radia Zet” wynika, że Wrocław postanowił zaradzić nieprzestrzeganiu przepisów poprzez kontrole. W tramwajach i autobusach pojawiły się patrole złożone z policjantów oraz kontrolerów, które sprawdzają, czy pasażerowie mają maseczki. Początkowo zapominalskim groziły jedynie upomnienia, a kontrolerzy rozdawali im darmowe maseczki. W najbliższych dniach sytuacja się zmieni, a za niezasłonięte usta oraz nos grozić będą surowe kary. Osoba, która złamie przepisy, może zostać ukarana mandatem do 500 złotych lub karą administracyjną do 30 tys. zł.

– Zdarzyło się jednak kilkadziesiąt już przypadków, kiedy pasażerowie odmawiali, wchodzili w dyskusje na temat sensu noszenia maseczek. A nas obowiązuje rozporządzenie, dlatego postanowiliśmy zaangażować policję, żeby ludzie zobaczyli, że to nie jest zabawa – wyjaśnił w rozmowie z „Wyborczą” Tomasz Sikora, rzecznik wrocławskiego MPK.

Kontrole rozpoczęły się w największych miastach w Polsce.

Jak donosi ”Wprost” Rzecznik MZ podczas konferencji prasowej ponowił swój apel o zakładanie maseczek w miejscach, w których są one obowiązkowe. Jak mówił, to co zaobserwował w weekend w sklepach „woła o pomstę do nieba”. – Apelowałbym do właścicieli sklepów, do sprzedawców o niewpuszczanie do sklepów ludzi bez maseczek. Obowiązek noszenia maseczek nadal istnieje. Obowiązek noszenia tych maseczek istnieje nawet wówczas, kiedy jesteśmy na dworze i nie jesteśmy w stanie zachować dystansu. Jeżeli stoimy na przystanku autobusowym, przystanku tramwajowym, stoi duża grupa osób i nie jesteśmy w stanie zachować dystansu – obowiązuje nas maseczka – przypomniał Andrusiewicz. Podkreślił, że noszenie maseczki obowiązuje w każdym zamkniętym pomieszczeniu. – Jeżeli wchodzimy do sklepu bez maseczki, to jest to nasz egoizm, który naraża na możliwość zakażenia inne osoby – zaznaczył.

Epidemia koronawirusa, mimo zniesienia wielu obostrzeń wcale się nie skończyła. Wszyscy, którzy lekceważą obowiązek noszenia maseczek w takich miejscach, jak sklepy, czy komunikacja publiczna, czy przestrzeń, gdzie mamy do czynienia z większymi skupiskami ludzi, liczyć muszą się z mandatami, czy możliwością wyproszenia z tych przestrzeni.

Do tej pory różnie było z egzekwowaniem tych przepisów, ale teraz ma się to zmienić. Do kontrolowania maseczek zaangażowani w wielu miastach zostali:

  • kontrolerzy w komunikacji miejskiej,
  • policja.

Za brak maseczki w tramwaju, czy autobusie można dostać mandat w wysokości 500 złotych. Jeśli natomiast zostanie skierowany wniosek do sanepidu o nałożenie grzywny, to wówczas kara wynieść może nawet 30 tys. złotych.

To policjant zdecyduje, czy łamiącemu przepisy wlepi mandat, da pouczenie, czy skieruje sprawę do sądu lub sanepidu.

Ministerstwo Zdrowia przypomina, że epidemią koronawirusa się nie skończyła, a brak maseczek w sklepach, czy w komunikacji miejskiej może zwiastować gwałtowny wzrost zakażonych. Jednocześnie MZ apeluje, by wypraszać klientów bez masek.

Być może powinniśmy wprowadzić zasadę, że osoby bez maseczek nie będą obsługiwane. Prostsze by było, gdyby personel prosił o założenie maseczki lub wypraszał ze sklepu – powiedział w programie Newsroom WP minister Łukasz Szumowski.

Po miesiącu czasu obowiązywania nakazu zakrywania ust i nosa wszędzie poza domem, obowiązek ten ograniczono. Teraz nosić maseczki musimy tylko w przestrzeniach zamkniętych, np w środkach komunikacji publicznej, w sklepach, bankach i tak dalej. Mnóstwo ludzi przestało bać się bezobjawowego wirusa, choćby dlatego, że praktycznie nikt nie zna osoby, która by chorowała na koronawirusa lub zmarła. Widać ogólny spadek lęku i rozprężenie, ludzie przestali nosić maseczki wszędzie, nawet tam, gdzie nadal jest nakaz.

Więc od kilku dni minister zdrowia Szumowski usilnie stara się przekonać organy administracyjne i służby mundurowe, by wznowiły kontrole i karanie za brak maseczek. Tak więc od dwóch dni policja ruszyła w Polskę, by wlepiać mandaty. Dzielni bohaterowie w mundurach, zamiast tropić przestępców, ścigają staruszki bez masek, i potem muszą one płacić ze swoich rent 500 zł kary. Nosz kurwa, prawdziwi mężczyźni i bohaterowie z nich, wzór cnót obywatelskich. Pogratulować męstwa i odwagi. – Pisze Jarek-kefir.com

Policja przetrzepuje teraz sklepy i autobusy w poszukiwaniu nie oszmaconych maskami. Kary za brak maski od 500 do 30.000 zł. Jeśli na serio masz astmę i nie możesz nosić maski, to miej przy sobie leki by pokazać w razie kontroli, jak i najlepiej załatw sobie zaświadczenie od lekarza. Oficjalnie, wg ustawy, maseczki ochronnej nie muszą mieć np chorzy na astmę i inne choroby, ale nie tylko, bo osób zwolnionych z obowiązku zakrywania ust i nosa jest wiele. Tacy ludzie, gdy spotka ich policja i zechce wlepić mandat za brak maski, nie muszą okazywać funkcjonariuszom np zaświadczenia lekarskiego o diagnozie. Jednak praktyka jest nieco inna. Policjanci i inne służby mundurowe często każą pokazać, czy ma się przy sobie leki. Sam byłem świadkiem, jak Straż Ochrony Kolei pytała chłopaka bez maski, który mówił, że ma astmę o to, czy ma przy sobie leki i zaświadczenie lekarskie o chorobie.

Gdy odmówisz przyjęcia mandatu za brak maski w wysokości do 500 zł, tłumacząc się swoimi prawami lub chorobą, to policja powinna skierować wniosek do sądu. Wtedy zgodnie z prawem powinien odbyć się proces sądowy, na którym na 100% sąd przyznałby rację obywatelowi, ponieważ to, co robi policja, to czyste bezprawie. Jednak znaleziono sprytny sposób, by do takiego obrotu sprawy nie dopuścić.

Teraz gdy odmówisz przyjęcia „koronawirusowego” mandatu, to policja nie kieruje wniosku do sądu. Ale kieruje wniosek o natychmiastowe ukaranie przez SANEPID. A tam kary wynoszą do 30.000 zł, są więc dużo wyższe, niż mandat. No i wykonalność grzywien z SANEPIDU jest natychmiastowa, więc ściągną Ci kasę z konta natychmiast. Teoretycznie i od tej grzywny możesz się odwołać do sądu, i tutaj znowu – sąd praktycznie zawsze przyzna rację obywatelowi, bo grzywny SANEPIDU są zupełnie pozbawione podstaw prawnych. Nie powinno ich być, bo to bezprawie, ale w praktyce jednak te grzywny są i kasa jest ściągana. I co się dzieje, gdy złożysz skargę do sądu na taką grzywnę? Sądy od kilku dni odmawiają wszczęcia postępowania odwoławczego! Tłumaczą się „brakiem podstaw prawnych.” I finito, grzywnę trzeba płacić. Nieraz nawet 30.000 złotych, a to olbrzymi cios dla domowego budżetu, i to na długie lata.

To są doniesienia z ostatnich kilku dni. Luzowane są kolejne obostrzenia, kraj jest prawie że otwarty, dzieci we wrześniu idą jednak do szkół. Ale jeśli chodzi o szmaciarstwo maseczkowe, to dokręcili śrubę niemiłosiernie. Zdarzają się oczywiście bardzo różne sytuacje, i te dobre, i te złe. Wszystko zależy od tego, na jakiego policjanta czy sędziego się trafi. Jeden policjant ukaże wysokim mandatem, a drugi tylko upomni lub wręcz nawet nie zwróci uwagi. Jeden sędzia umorzy grzywnę SANEPIDU, inny zaś odmówi wszczęcia postępowania.

Z drugiej strony medalu straszą nasz nieuchronną legendarną już drugą falą pandemii która na jesieni ma przybrać na sile. Rycerz Maltański von Szumowski wie dziwnym trafem już nawet jak będzie wyglądał jej przebieg.

– Druga fala zachorowań zapewne będzie. Przyjdzie na jesieni razem z sezonem grypowym. Staramy się na nią przygotować, kontynuujemy zakupy środków ochrony i sprzętu – powiedział minister zdrowia Łukasz Szumowski w wywiadzie dla PAP.

Minister zapewnił, że nie będzie drugiego lockdownu, ale zakażeń będzie więcej niż obecnie. Powróci też nakaz noszenia maseczek oraz inne obostrzenia. – Mamy opracowany i przetestowany model powoływania szpitali jednoimiennych. Mamy doświadczenie w powoływaniu do życia izolatoriów. Dość dobrze radzimy sobie z szybkim zamykaniem ognisk. Na pewno kolejnego lockdownu już nie będzie. Myślę, że zakażeń może być więcej niż obecnie – powiedział Szumowski.

Co to oznacza w praktyce? Oznacza to, że łączna liczba zakażeń w Polsce może osiągnąć 100 tys. (obecnie to ponad 32 tys.) a zgonów – kilka tysięcy. 

W przeszłości dokładnie tak samo działo się w przypadku grypy – hiszpanki oraz świńskiej. Pierwsza zebrała krwawe żniwo w latach 1918-1919. Zachorowało blisko 0,5 mld ludzi, a zmarło 50 mln. Najłagodniejsza była pierwsza fala, ale dwie kolejne były bardzo śmiertelne. 

W przypadku świńskiej grypy w roku 2009 było podobnie. Jesienna fala okazała się bardziej dotkliwa. Łącznie zachorowało nawet 250 mln osób, zmarło – ok. 0,5 mln. W przypadku Covid-19 zbliżamy się do tej liczby zgonów, przy dużo mniejszej zachorowalności – dopiero dobijamy do 10 mln. Widać więc wyraźnie, że śmiertelność jest dużo wyższa niż w przypadku grypy.

Dlaczego można być pewnym, że II fala nadejdzie? Już nikt nie ma wątpliwości, że tak się stanie. Nadchodzą wakacje a państwa otworzyły się na siebie. Z pewnością wiele ognisk zostało niewykrytych i ludzie będą zarażać się na nowo. Nie będzie już nowego lockdownu – nikt tego nie wytrzyma, ani gospodarka, ani obywatele. – pisze brulion24.pl

Wiele państw już teraz oficjalnie mówi o kolejnej fali zachorowań. Tak jest już w Iranie, Chinach czy Korei Południowej. II fala może zacząć się już w czasie wakacji i trzeba być przygotowanym na najgorsze. Ten koszmar może skończyć się dopiero w przyszłym roku.