Ukryte na widoku

ID 2020 I COVID/19 – PO CO BILL GATES BUDUJE NAJWIĘKSZĄ EUROPEJSKĄ CYFROWĄ BAZĘ DANYCH W POLSCE?

Bill Gates od dawna jest wielkim zwolennikiem masowego szczepienia ludzi i ich depopulacji. Mówił o tym głośno już kilka lat temu. Fundacja Billa i Melindy Gatesów wydała miliony dolarów na testowanie szczepionek na niczego nie świadomych ludziach w Afryce i Azji. Straszliwe skutki podania szczepionek sfinansowanych przez Fundację Gatesów ujawnił m.in. Robert Kennedy jr. Ale to nie koniec. Jak pisaliśmy w „Warszawskiej Gazecie”, w wyniku masowych szczepień przez fundację Gatesa w Indiach 490 tys. zaszczepionych dzieci zostało w latach 2000–2017 sparaliżowanych.

Projekt ID2020 oznacza całkowitą kontrolę nad każdym, człowiekiem na Ziemi. Bez wiedzy i zgody zaczipowanych ludzi ten, kto będzie kontrolował bazy, w których zostaną zapisane dane i numery czipów poszczególnych osób, będzie mógł dopisać do nich dosłownie wszystko.

Fundacja ta od lat pracowała też nad wprowadzeniem czipów antykoncepcyjnych dla kobiet, będących bardziej zaawansowaną formą antykoncepcyjnych plasterków. Od lat wspiera też projekty wprowadzenia do powszechnego użycia implantów mikroczipowych. Te same działania podejmuje również założony przez Billa Gatesa koncern Microsoft. Ten jest z kolei mocno zaangażowany w kolejny projekt prowadzony wspólnie z Organizacją Narodów Zjednoczonych (kolejną nikomu do niczego niepotrzebną namiastką rządu światowego) – ID2020.

Na stronach internetowych projektu ID2020 nie znajdziemy wiele informacji na temat tego, kto za nim stoi.

Wiadomo, że projekt realizują Microsoft Billa Gatesa, istniejące od 2000 r. Gavi Vaccine Alliance i Accenture.

Założona przez Gatesa firma Microsoft to producent oprogramowania Windows, zainstalowanego w prawie wszystkich komputerach na świecie. To jedna z największych i najpotężniejszych prywatnych firm na kuli ziemskiej. Komputery z oprogramowaniem Microsoftu znajdują się wszędzie, łącznie z gabinetami premierów, ministrów i prezydentów.

Tworzony przez te podmioty system ID2020 to projekt złożenia każdemu człowiekowi „cyfrowej tożsamości” i wszczepienia każdej osobie na ziemi mikroczipu zawierającego dane na jej temat: imię, nazwisko, narodowość, specjalny numer.

Taki mikroczip wszczepiany w dłoń, pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym, ma całkowicie zastąpić wszystkie istniejące dokumenty: dowody osobiste, paszporty, prawa jazdy czy inne, na podstawie których obecnie ludzie mogą udowodnić swoją tożsamość, a także np. karty płatnicze, bo będzie powiązany z kontem bankowym, które każdy będzie musiał posiadać. Według twórców ID2020 obecnie „co siódma” osoba na Ziemi nie może udowodnić swojej tożsamości, szczególnie w biednych regionach świata, takich jak Afryka czy część państw azjatyckich, więc wszczepienie ludziom czipów rozwiąże ten problem.

Czip ma zawierać jednak także inne informacje – medyczne. Grupa krwi, alergie, przebyte choroby – to wszystko zostanie na nim zakodowane i wszczepione użytkownikowi. Wszystko wskazuje na to, że koronawirus jest ostatnim krokiem do wdrożenia tego systemu. Najpierw wybrańcy dostaną czipy, dzięki którym będą mogli podróżować.

Zacznie się więc selekcja ludzi na tych, którzy będą mieli prawa dostępne do niedawna wszystkim i tych, którzy praw tych nie będą mieli. To będzie początkowo tylko warunek: chorowałeś na COVID i wyzdrowiałeś? Chcesz jechać na wakacje? To musisz mieć czip. Bez niego nie pojedziesz nigdzie. Ludzie będą chcieli żyć, więc zgodzą się na wszystko. Potem system ten stanie się powszechny.

To jak z używaniem kart płatniczych czy telefonów komórkowych – początkowo korzystali z nich nieliczni, dziś już wszyscy. Koronawirus znakomicie się więc projektowi Gatesa i ONZ przysłużył. Albo został sprowadzony na ludzi dokładnie w momencie, kiedy technologicznie wszczepianie czipów i budowa ogromnych baz danych oraz szybka prędkość Internetu konieczna do realizacji tego wszystkiego (5G) stały się możliwe. Technologia już była, potrzebny był katalizator do jej wdrożenia i „złamania kręgosłupów” opornym jednym ciosem. No i się pojawił w postaci pandemii. Oficjalnie to zbieg okoliczności.


Oczywiście te ogromne bazy danych będą musiały być gdzieś przechowywane, korygowane i uzupełniane. Przyznają to sami twórcy projektu, którzy na stronie internetowej jemu poświęconej piszą, że „nie lekceważą ryzyka niewłaściwego wykorzystania i nadużywania danych cyfrowych, szczególnie, gdy systemy tożsamości cyfrowej są zaprojektowane jako duże, scentralizowane bazy danych”. Od razu zastrzegają więc, że cały system, żeby zadziałał, musi być identyczny na całym świecie.

Nie ma więc mowy, żeby Polska zachowała system PESEL i w czipie wszczepiała ludziom tylko ten numer. Numeracja ID2020 musi być oparta o identyczne zasady na całej kuli ziemskiej, co oznacza wyrzucenie człowieka z państwa, którego jest obywatelem i nadanie mu numeru „ogólnoświatowego”, będącego poza systemem krajowym. Albo inaczej: zlikwidowanie krajowych systemów identyfikacji obywateli na rzecz jednego, obowiązującego na całym świecie.

Twórcy wcale nie ukrywają, że ID 2020 będzie musiało zostać przyjęte przez rządy wszystkich państw i uregulowane w ich prawodawstwie.

Każdy kraj będzie musiał więc przyjąć takie samo prawo i dostosować do niego prawo wewnętrzne. W Polsce, zamiast numeru PESEL otrzymywanego w momencie zgłoszenia narodzin dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego, noworodek razem z pakietem szczepionek dostanie więc pod skórę czip i przypisany do niego numer oraz otrzyma specjalną „teczkę” w cyfrowym systemie identyfikacji. Kogo w nim nie będzie – nie będzie istniał. Nie pójdzie do szkoły, do lekarza, nie zrobi zakupów.

W czerwcu media w Polsce obiegła poruszająca wiadomość – koncern Microsoft zainwestuje w naszym kraju miliard dolarów na stworzenie m.in. centrum danych w Warszawie oraz przeszkolić 150 tys. osób. Miliard dolarów to mniej więcej tyle, ile wydały władze Warszawy na budowę oczyszczalni ścieków „Czajka”, która okazała się bublem i która zalała fekaliami Wisłę latem ubiegłego roku.

– Polska ma szansę być w cyfrowym sercu Europy 

szef Microsoftu na Polskę Mark Loughran.

Jak doniosły media, Microsoft ma zamiar wybudować w Polsce „kilka centrów przetwarzania danych w chmurze”. Chmura internetowa nie ma nic wspólnego z obłoczkami nad naszymi głowami. Najprościej rzecz ujmując jest miejscem przechowywania danych poza komputerem czy płytką CD, na której je zapisywaliśmy. Innymi słowy nie musimy już zapisywać w pamięci komputera np. zdjęć z wakacji czy tego, co sobie na nim napisaliśmy ani zgrywać tego np. na płytki, tylko zachowujemy to w internetowej pamięci na serwerze tej firmy, która taką przechowalnię danych stworzyła.

To mogą być oczywiście nie tylko zdjęcia z wakacji, ale np. całe projekty strategii handlowych dużych firm, bazy danych szpitali czy patenty na wynalazki. Mogą to być tak wielkie projekty, że nie mieszczą się w pamięci przeciętnego komputera ze sklepu. W teorii każdy użytkownik tworzy sobie własne hasło i za opłatą (bo to usługa płatna), nie zajmując pamięci komputera, przechowuje swoje dane, do których teoretycznie tylko on ma dostęp.

Teoretycznie, bo nie ma takiego zabezpieczenia internetowego, którego zdolny haker nie złamie (no może z wyjątkiem dostępu do najbardziej tajnych danych Białego Domu, ale tylko dlatego, że zostanie złapany zanim przejdzie wszystkie zabezpieczenia). Wszystkie dokumenty zapisane są na serwerach firm, które sobie takie wirtualne chmury stworzyły i zaoferowały swoim klientom możliwość korzystania z nich. Należą m.in. do nich Google (czyli najpopularniejsza wyszukiwarka internetowa na świecie), Dropbox i Microsoft.

Właśnie takie centra przechowywania danych chce w Polsce zbudować Microsoft. Nie sam; specjalnie do współpracy z firmą Gatesa została powołana nowa spółka – Chmura Krajowa. Spółkę Chmura Krajowa zawiązały Bank PKO BP i należąca do Skarbu Państwa spółka Polski Fundusz Rozwoju. Inaczej mówiąc, współpracę z Microsoftem nawiązał polski Skarb Państwa. Spółka Chmura Krajowa została powołana już w 2018 r., ale widocznie dopiero teraz, przypadkiem czy nieprzypadkowo, sfinalizowane zostały rozmowy z koncernem.

Stworzenie centrów przetwarzania danych w chmurze ma ogromnie ułatwić życie „różnym podmiotom”, pozwalając im na przetwarzanie danych, prowadzenie usług czy serwisów. Oczywiście wszystko ma się odbywać zgodnie z przepisami RODO i wymogami przechowywania danych obowiązującymi w Polsce.

Jednak zainteresowani wcale nie ukrywają, że to partnerstwo z Microsoftem to ważny krok na drodze cyfryzacji. Po ogłoszeniu informacji o inwestycji Microsoftu zachwycony nią Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, oznajmił nawet, że „cyfrowa transformacja to wielka szansa, aby lepiej i szybciej uporać się z obecnym kryzysem”.

Nie wyjaśnił niestety, w jaki sposób potężne centra przechowywania danych zbudowane i kontrolowane m.in. przez Microsoft pomogą np. domowi weselnemu z miasteczka pod Warszawą, który stracił wszystkich klientów i raczej nie ma już szans na ich odzyskanie w najbliższych miesiącach czy rolnikowi z Podlasia. Może pan prezes to wie, tylko brak czasu nie pozwolił mu na bliższe wyjaśnienia.

Nie wiadomo, co w zamian za swoją inwestycję i wydanie w Polsce miliarda dolarów dostanie spółka Microsoft.

Do realizacji zaś tego projektu będą potrzebni przeszkoleni ludzie, którzy się zajmą wdrażaniem go, i właśnie centra przechowywania danych. Takie jak Microsoft planuje wznieść w Warszawie.

Dla osób, które wciąż wierzą w bajeczkę o Billu Gatesie filantropie i jego przepełnionej etyką firmie Microsoft. W 2018 r. Holendrzy odkryli w płatnym Office 365, że Microsoft przesyła do USA nie tylko dane diagnostyczne, ale również informacje dotyczące tytułów e-maili (w tym prywatnych) wysyłanych przez użytkowników. W szkołach w Hesji zakazano korzystania z oprogramowania dostarczonego przez Microsoft. Tyle, jeśli chodzi o uczciwość i bezpieczeństwo w korzystaniu z usług giganta Billa Gatesa.

Źródło : https://www.money.pl/gielda/microsoft-zainwestuje-w-polsce-miliard-dolarow-zbuduje-centrum-danych-6507199625537153a.html

https://warszawskagazeta.pl/swiat/item/6927-nadchodzi-final-operacji-covid-19-wnioski-moga-byc-zatrwazajace