
666 – ”KRWAWY KOŃ” I ARESZTOWANIE KSIĘCIA ANDRZEJA
25 lutego 2026Logiczna rekonstrukcja ekstradycji, przesłuchań i tuszowania sprawy, które sugerują dokumenty z lutego 2026 r. Jako osoba regularnie pisząca artykuły na różne tematy, muszę się do czegoś przyznać: poświęciłem skandalowi z Jeffreyem Epsteinem jedynie powierzchowną uwagę. Nie wynika to z braku zainteresowania. Wynika to raczej z procesu myślenia abdukcyjnego, który od dawna kształtuje moją interpretację spraw globalnych. Od samego początku – czyli od ponad dziesięciu lat – zakładałem, że dla Epsteina istnieją tylko dwa możliwe rozwiązania. Gdyby jego sieć pedofilska obejmowała kilkaset wysokich rangą osobistości świata zachodniego, Epstein musiałby spędzić co najwyżej kilka lat w więzieniu o niskim standardzie bezpieczeństwa. Zacząłby mówić, wynegocjowałby ugodę i wycofał się na ciche wygnanie.
Gdyby jednak jego sieć była rzeczywiście tak rozległa, że mogła doprowadzić do upadku całego zachodniego świata – gdyby nazwiska na jego listach rzeczywiście obejmowały najbardziej wpływowe osobistości z rządów, służb specjalnych i światowej finansjery – Epstein byłby martwy. Nie przez samobójstwo i nie w sposób, jaki wielokrotnie sugerują detektywi internetowi.
Ten binarny sposób myślenia jest powodem, dla którego przez lata tylko pobieżnie przeglądałem nagłówki dotyczące Epsteina, gdy tylko się pojawiały. Nie musiałem śledzić każdego zwrotu akcji. Wystarczyło mi obserwować, w jakim kierunku zmierzały dowody. Hipoteza nie jest dowodem. Nie musi nim być. Musi być jedynie uzasadniona, logiczna i zgodna ze znanymi faktami, dopóki nie zostanie uznana za wiarygodną lub nie okaże się fałszywa. Uważam, że niedawna publikacja akt Epsteina nadała mojej hipotezie dodatkową wagę. Jeffrey Epstein nie zmarł w swojej celi więziennej. Najprawdopodobniej został zamordowany w innym miejscu po tym, jak przesłuchano go w sprawie jego wiedzy. Zanim jednak zajmiemy się tym, jak zginął, przyjrzyjmy się najpierw, dlaczego musiał umrzeć.
Dlaczego teoria „Epstein żyje” nie ma sensu
Teoria, że Epstein nadal żyje i popija piña coladę z dodatkiem adrenochromu w Tel Awiwie lub innej tajnej kryjówce, jest kusząca. Nie wytrzymuje jednak próby rzeczywistości. Niedawne ujawnienie akt Epsteina tylko poszerzyło krąg osób zamieszanych w sprawę, od oligarchów i mężów stanu, przez naukowców, po członków rodzin królewskich. Jego krąg przyjaciół i współpracowników dosłownie rządzi światem.
Dlatego też z każdym dniem, w którym Epstein domniemanie miałby żyć, istnieje ryzyko, że zostanie odkryty, ponownie schwytany lub że informacje o nim wyciekną. W świecie służb specjalnych i przestępczości zorganizowanej nie pozwala się osobie – a raczej ciężarowi – żyć anonimowo i bez przeszkód. Ryzyko jest zbyt duże.
Żyjący Epstein jest luźną nitką, która może rozwikłać sieć globalnego skandalu pedofilskiego. W erze telefonii komórkowej, rozpoznawania twarzy i wszechobecnej inwigilacji nie ma już praktycznie żadnego miejsca, w którym mógłby się ukryć. Gdyby jego nowa tożsamość została kiedykolwiek ujawniona przez wrogie państwo lub potężny podmiot pozarządowy, nie cofnęliby się przed żadnymi środkami, aby go porwać i zdobyć tajemnice, które byłyby niezwykle szkodliwe dla krajów zachodnich. Jest on nie tylko obciążeniem dla swoich dawnych przyjaciół, ale także potencjalnym źródłem informacji wywiadowczych dla nich. W związku z tym teoria, że „Epstein nadal żyje”, jest nie tylko wątpliwa, ale także logicznie nieprawdopodobna. Tak, Izrael jest potencjalnym schronieniem dla Epsteina. W przeszłości służyło już jako schronienie dla zbiegłych pedofilów. Gdyby jednak Epstein został kiedykolwiek znaleziony w Izraelu, Tel Awiw zostałby bezpośrednio wplątany w największą operację szantażu w historii. Ryzyko jest po prostu nie do oszacowania, nawet dla Izraela.
Czy mógłby teraz służyć jako gwarancja bezpieczeństwa dla przyszłych wysokich rangą infiltratorów? Teoretycznie tak. Jednak ryzyko operacyjne związane z pozostawieniem go przy życiu znacznie przewyższyłoby wszelkie spekulacyjne korzyści rekrutacyjne. Każda rozsądna agencja wywiadowcza wie, że żyjący Epstein jest tykającą bombą zegarową, a nie korzyścią dla rekrutacji.
Oficjalna wersja to bajka, która wymaga cudów: kamery, które nie działają przed celą najcenniejszego więźnia na świecie; dwóch strażników, którzy jednocześnie zasypiają – lub są nieobecni bez pozwolenia – nawet przez osiem godzin, według niektórych doniesień; oraz mężczyzna, który rzekomo jest tak zdeterminowany, aby odebrać sobie życie, że rozbiera się do naga, robi pętlę i popełnia samobójstwo w placówce, która ma właśnie temu zapobiegać. Kamery nie zawiodły z powodu niekompetencji rządu. Zostały wyłączone, ponieważ zbliżała się operacja. Okres czasu – godziny, w których strażnicy „spali”. Był to okres czasu przeznaczony na uwolnienie osoby wysokiego rangą.
Wyniki sekcji zwłok są pod wieloma względami wątpliwe. Dr Michael Baden, koroner, który przeprowadził sekcję zwłok Epsteina na zlecenie jego rodziny, jednoznacznie stwierdził, że obrażenia nie pasują do powieszenia się.
Epstein doznał trzech oddzielnych złamań – jednego w kości języczkowej i dwóch w chrząstce tarczowej. Dr Baden twierdzi, że w ciągu pięciu dekad badania przypadków samobójstw przez powieszenie nigdy nie widział trzech takich złamań w potwierdzonym przypadku samobójstwa. Szacuje, że śmierć nastąpiła około godziny 4:30 rano – około dwie godziny przed „odkryciem” ciała przez strażników. Wzór obrażeń wskazuje raczej na zabójstwo przez uduszenie, czyli nacisk wywierany od tyłu rękami lub ramieniem. Ówczesna główna patolog sądowa Barbara Sampson, która nie była obecna podczas sekcji zwłok, zmieniła później pierwotne ustalenia i uznała śmierć za samobójstwo. W pierwotnym raporcie z sekcji zwłok pola „samobójstwo” i „zabójstwo” pozostały wyraźnie puste.
Niezależnie od tego, czy było to morderstwo, czy samobójstwo, jedno pytanie wymaga odpowiedzi: skąd Epstein wiedział dokładnie, w którą noc kamery przestaną działać, a strażnicy prześpią swoje obowiązkowe kontrole? Statystyczne prawdopodobieństwo takiego zbiegu okoliczności jest astronomicznie niskie.
Strażnik znajdował się około pięciu metrów od jego celi. Gdyby chciał umrzeć, mógł to zrobić każdej nocy, w każdym z 30-minutowych odstępów, w których strażnicy kontrolowali jego celę. Wybrał noc, w której cały system przestał działać. To nie było samobójstwo ani wypadek. To było zatuszowanie sprawy. Jeffrey Epstein nie zmarł w tej celi.
Habeas Corpus?
W takim razie pojawia się pytanie, w jaki sposób zwłoki faktycznie opuściły budynek. Niedawno ujawnione akta Ministerstwa Sprawiedliwości, opublikowane w lutym 2026 r. w ramach ustawy Epstein Files Transparency Act, potwierdzają, że 10 sierpnia 2019 r. o godz. 7:30 funkcjonariusze więzienni zainscenizowali misterną mistyfikację. Naczelnik więzienia polecił pracownikom Metropolitan Correctional Center w Nowym Jorku, aby z pudeł i prześcieradeł zrobili atrapę zwłok, która wyglądała jak śpiąca osoba na noszach.
Tę atrapę załadowano do białej furgonetki, wyraźnie oznaczonej logo biura głównego koronera, i wysłano przez główną bramę. Zgromadzeni przedstawiciele mediów sumiennie podążali za samochodem, wierząc, że śledzą szczątki Epsteina. Skąd ta skomplikowana sztuczka? I jak to się stało, że media nagle się zmobilizowały, mimo że podczas rzekomego samobójstwa cały kompleks więzienny był jakby sparaliżowany? Czy prasa została celowo wprowadzona w błąd?
Podczas gdy prasa ścigała przynętę, zwłoki zostały załadowane do niepozornego czarnego samochodu, który stał przy rampie za szpitalem. Według protokołów przesłuchań FBI z 2019 r., zawartych w ujawnionych aktach, samochód mógł w ten sposób niezauważenie odjechać z ciałem Epsteina. Fotograf New York Post, William Farrington, wykonał ekskluzywne zdjęcia zwłok Epsteina w czarnym worku na zwłoki, które zostały załadowane do czarnego samochodu dostawczego za szpitalem, podczas gdy pozostali dziennikarze byli zajęci czymś innym po drugiej stronie. Dlaczego więc zastosowano tak skomplikowaną sztuczkę? Czy Farrington nieświadomie dostarczył dowód na coś w rodzaju habeas corpus ?
Czarny pojazd rzekomo przewiózł zwłoki Epsteina z więzienia do zabezpieczonego obiektu, gdzie zakończono identyfikację. Kilka dni później, po sekcji zwłok, jego szczątki zostały przetransportowane samolotem z lotniska Teterboro na Florydę, gdzie miały zostać pochowane. Na cmentarzu IJ Morris Star of David Cemetery w hrabstwie Palm Beach został pochowany w bezimiennym grobie.
Miejsce pochówku kosztowało ponad 250 000 dolarów. Kamienna tablica na jego grobie została zastąpiona pustą płytą – decyzja, której jego brat Mark Epstein nie chciał wyjaśnić, mówiąc dziennikarzom jedynie: „To nikogo nie obchodzi”. (Byłoby to trafnym nekrologiem dla zmarłego, nieopłakanego Jeffreya). Ale zatrzymajmy się na chwilę. Ile jest nieoznakowanych grobów z pustą płytą nagrobną, nawet tak małą, na eleganckim cmentarzu żydowskim na Florydzie? Czy zdajecie sobie sprawę, jak absurdalne to brzmi?
Jeśli władze posunęły się do tego, że oszukały opinię publiczną w sprawie transportu zwłok – jeśli stworzyły atrapy zwłok i wykorzystały wabiki, podczas gdy prawdziwe zwłoki potajemnie wywieziono w niepozornym czarnym samochodzie – to dlaczego ktokolwiek miałby wierzyć choćby słowu na temat tego, gdzie i jak faktycznie nastąpiła śmierć? Oszustwo nie miało na celu uniknięcia chaosu medialnego. Chodziło o kontrolowanie opinii publicznej na temat zwłok, które opowiadały historię, którą należało ukryć.
Przesłuchanie
Przejdźmy teraz do prawdziwego przeznaczenia czarnej furgonetki. Uważam, że ten pojazd, a być może także inne, nie służyły wyłącznie do transportu zwłok. Służyły one do przewiezienia żywego Epsteina do bezpiecznego domu, gdzie miał zostać przesłuchany. Dlaczego jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz? Ponieważ Epstein nie był tylko pedofilem. Był kluczową postacią w sieci szantażu, która zniewoliła elity świata zachodniego i islamskiego. Nie tylko wplątał ich w przestępstwa seksualne; wiedział też, gdzie ukryto biliony dolarów – tak, biliony, zarówno legalnych, jak i nielegalnych. Prawie na pewno wiedział, gdzie dosłownie zakopano prawdziwe trupy, tajemnice sięgające dziesiątek lat wstecz. Wiedział też, co stało się z gwiazdą cyberbezpieczeństwa, Johnem McAfee.
McAfee, którego ciało znaleziono w czerwcu 2021 roku w hiszpańskiej celi więziennej, ostrzegł świat kilka miesięcy wcześniej. „Jeśli powieszę się, tak jak Epstein, to nie będzie moja wina” – napisał na Twitterze z więzienia. Wytatuował sobie nawet „$WHACKD” na ramieniu i wyjaśnił: „Jeśli popełnię samobójstwo, to nie zrobiłem tego. Zostałem zamordowany”. Kilka godzin po tym, jak jego śmierć została uznana za samobójstwo, na jego koncie na Instagramie pojawiła się pojedyncza litera: „Q”. Schemat był oczywisty. Wyjaśnienie zostało przedstawione jako dowód jeszcze przed ogłoszeniem wyroku. Ile razy słyszeliśmy tę frazę przed śmiercią niepopularnej osoby? Stało się to tak rutynowe, że obecnie wszyscy podcasterzy przed kontrowersyjnymi odcinkami na wszelki wypadek wyjaśniają: „Nie mam skłonności samobójczych”. Co więc naprawdę wydarzyło się w nocy, w której rzekomo zginął Epstein?
Wyciągnięcie i przesłuchanie
Wczesnym rankiem 10 sierpnia 2019 r. grupa operacyjna wtargnęła do Metropolitan Correctional Center. Nie była to przypadkowa akcja, lecz skoordynowana operacja służb specjalnych z uprawnionymi osobami. Strażnicy prawdopodobnie otrzymali rozkaz wycofania się.
Kamery zostały wyłączone. Być może siły specjalne zostały wprowadzone do obiektu już kilka dni wcześniej. W przeciwnym razie ich wtargnięcie zostałoby zarejestrowane przez działające kamery. O ile mi wiadomo, żadne media nie badały wejść i wyjść osób nieuprawnionych w tygodniu poprzedzającym to brzemienne w skutki wydarzenie. Istnieją przesłanki wskazujące, że coś było na rzeczy. Nagrania z kamery monitorującej z godziny 22:39 – około osiem godzin przed znalezieniem ciała Epsteina – pokazują tajemniczą postać w pomarańczowym stroju więziennym zbliżającą się do celi Epsteina.
W tym czasie więźniowie powinni być zamknięci w celach. Kim była ta osoba? Strażnicy i funkcjonariusze więzienni nie przedstawili wiarygodnego wyjaśnienia. Nagrania sugerują, że służby mogły znajdować się w zakładzie karnym na długo przed oficjalnym czasem ewakuacji.
Epstein został prawdopodobnie poinformowany z wyprzedzeniem o planowanej ewakuacji. Być może otrzymał zapewnienia, że zostanie wyprowadzony, zostanie zainscenizowana katastrofalna awaria systemu bezpieczeństwa, a on sam zostanie oficjalnie uznany za zbiegłego przestępcę poszukiwanego przez Interpol (Red Notice). W zamian otrzymałby rekonstrukcję twarzy i mógłby zachować znaczną część swojego majątku – pod warunkiem, że całkowicie wycofałby się z życia publicznego. Dlaczego uważam to za prawdopodobne?
Proszę obejrzeć poniższy film. Na kilka dni przed śmiercią Epstein najwyraźniej opracował w swojej celi plan ucieczki. A przynajmniej rozważał wykonalność planu, który został mu już przedstawiony.
W tym scenariuszu Epstein opuścił więzienie wcześniej wyznaczoną drogą i dotarł do niepozornego pojazdu – nie czarnej furgonetki, ale innego samochodu – który czekał w dowolnym miejscu kompleksu więziennego. Stamtąd został przewieziony do prywatnego miejsca, prawdopodobnie do bezpiecznego domu w Nowym Jorku lub New Jersey. I właśnie tutaj rozpoczęła się zdrada.
Zamiast wolności, w ciągu następnych godzin, a może nawet dni, był przesłuchiwany i torturowany. Epstein był impulsywnym maniakiem kontroli z narcystycznym zaburzeniem osobowości. Nie był wyszkolonym agentem, ale oszustem, który zdobył bogactwo i władzę. Pod presją fizyczną i psychiczną ludzie tacy jak Epstein nie wytrzymują. Załamują się. I to szybko. Uważam, że Epstein zaczął gadać w ciągu kilku minut. Nie godzin. Minut. Zdradził lokalizacje, nazwiska i dane dostępowe. Ujawnił architekturę swojego imperium szantażu, które prawdopodobnie obejmowało oddzielne serwery, zagraniczne magazyny danych i zaszyfrowane przełączniki bezpieczeństwa, które w przypadku jego niespodziewanej śmierci miały ujawnić kompromitujące materiały. Po ujawnieniu wszystkich tajemnic stał się jedynie ciężarem, który należało usunąć.
Klucze i dyski
Epstein był przebiegłym manipulatorem. Wiedział lepiej niż ktokolwiek inny, że ludzie z jego otoczenia raczej eliminowali problemy, niż je rozwiązywali. Przewidywał możliwość tortur i morderstwa. Wiedział również, że pod wystarczającą presją zacznie skrzeczeć jak świnia. Jak więc można się przed tym chronić?
Epstein nie ukrywałby swoich tajemnic w jednym miejscu. Dysponował wszystkimi środkami finansowymi, fachowymi i finansowymi. Skontaktowałby się ze swoimi przyjaciółmi z branży technologicznej, aby znaleźć specjalistów technicznych, którzy mogliby opracować rozproszony cyfrowy wyłącznik bezpieczeństwa. Mógłby on składać się z serwerów podzielonych na poszczególne obszary, z których każdy zawierałby fragmenty całościowego obrazu, lub z oddzielnych silosów danych zawierających kopie całego zbioru danych. Zadbałby o to, aby niektóre lokalizacje pozostały nieznane nawet jemu samemu. Niektórzy zaufani powiernicy otrzymali by klucze do odblokowania, ale nie lokalizacje serwerów i dysków twardych.
Niedawno opublikowane dokumenty potwierdzają, że nie były to tylko spekulacje. Tureckie media doniosły o aktach Epsteina i zauważyły, że śledczy zakładają, iż dyski twarde, serwery i pamięci USB Epsteina – zawierające terabajty archiwów elektronicznych – zostały skonfiskowane przez Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych i nadal są przechowywane w tajemnicy.
Słynna „czarna księga” zawierająca setki nazwisk była tylko wierzchołkiem góry lodowej. Pod nią kryła się prawdziwa waluta imperium Epsteina: kompromitujące materiały o zasięgu globalnym. Dlatego jestem przekonany, że Ghislaine Maxwell była jedyną osobą oskarżoną o bezpośredni udział w skandalu Epsteina. Należała do grona osób, które posiadały klucze lub hasła, ale nie same dyski twarde. Niedawno przeanalizowane przez Bloomberga e-maile między nimi pokazują, że Maxwell otwierała zagraniczne konta bankowe z adresami Epsteina, pełniła funkcję dyrektora zarządzającego w jednej z jego najważniejszych i najlepiej prosperujących firm oraz doradzała mu strategicznie nawet w najbardziej delikatnych kwestiach prawnych. Była głęboko zaangażowana w procesy operacyjne, ale trzymała się z dala od najważniejszych źródeł danych.
Byłaby to prosta, ale genialna strategia przeciwko każdemu planowi eliminacji: rozprowadzić trujące pigułki w taki sposób, aby zabicie samego mężczyzny spowodowało jedynie ich uwolnienie.
Wyłącznik bezpieczeństwa
Epstein mógł również zlecić stworzenie systemu o nazwie „martwa ręka”. Jest to system, który po aktywacji wysyła dane w regularnych odstępach czasu do wcześniej określonych odbiorców. Jeśli posiadacz karty nie zgłosi się, dane są stopniowo usuwane.
Przyjrzyjmy się teraz, co działo się w tygodniach poprzedzających wymuszoną publikację akt Epsteina przez Departament Sprawiedliwości. Prezydent Donald Trump, dyrektor FBI Kash Patel i minister sprawiedliwości Pam Bondi publicznie zaprzeczali istnieniu takich akt – co stanowiło całkowitą zmianę stanowiska Trumpa w porównaniu z jego postawą podczas kampanii prezydenckiej. Jednak nagle Departament Sprawiedliwości dokonał tajemniczego zwrotu i opublikował akta, choć z niechlujnymi cenzurami i nadal zatrzymując około 50% dokumentów.
Dlaczego?
Moja teoria: uruchomiono mechanizm „martwego człowieka”. Być może podczas przesłuchania Epstein zdradził, że jego system został już uruchomiony. Jego blef został zdemaskowany podczas przesłuchania w izolatce. Dlatego uważam, że Epstein żył jeszcze przez tygodnie, a może nawet miesiące, zanim faktycznie został zabity. Osoby odpowiedzialne musiały wiedzieć, czy mechanizm „martwego człowieka” został faktycznie uruchomiony. Potrzebowały czasu, aby to sprawdzić, przeprowadzić dochodzenie i ustalić, czy jego izolacja – mimo że władze ogłosiły już jego śmierć – spowoduje katastrofę, której chciały uniknąć.
Został wyeliminowany dopiero wtedy, gdy zagrożenie ze strony takiego widma wydawało się mało prawdopodobne. Jednak pod koniec 2025 lub na początku 2026 roku przełącznik mógł zostać przełączony. Być może zaufany pracownik nie zgłosił się na kontrolę. Być może serwer skontaktował się z zaprogramowanym odbiorcą. Być może to właśnie milczenie Epsteina, które przekroczyło ustalony czas, wywołało reakcję łańcuchową.
Jeśli tak rzeczywiście było, Departament Sprawiedliwości nie miał innego wyboru, jak tylko opublikować jak najwięcej informacji tak szybko, jak to możliwe, aby złagodzić skutki niekontrolowanego ujawnienia. Publikacja nie miała na celu zapewnienia przejrzystości, ale ograniczenie szkód. A niechlujne cenzurowanie? Celowe. Sygnał dla wtajemniczonych, że zasady gry uległy zmianie. Było to odwrócenie uwagi podczas rozpoczęcia globalnej operacji mającej na celu wykrycie i zniszczenie tych serwerów i dysków twardych, zanim wyrządzą dalsze szkody.
Ostatni test
Istnieje sposób, aby udowodnić część tej teorii: ekshumacja zwłok Epsteina i niezależne analizy DNA. Widoczne nieścisłości w cechach fizycznych zwłok – zwłaszcza kształt nosa i ucha – zwróciły uwagę detektywów internetowych i ekspertów medycyny sądowej na podejrzane odchylenia. Morfologia ucha, podobnie jak odciski palców, jest uważana za indywidualną cechę i pozostaje niezmienna w wieku dorosłym. Niektóre badania wskazują na ponad 99% dokładność identyfikacji.
Ale jest pewien haczyk: judaizm nie popiera ekshumacji. A Epstein został pochowany na cmentarzu żydowskim. Jest to historyczna ironia: powszechnie uważa się, że szef nazistowskiej gestapo Heinrich Müller – lepiej znany jako „Gestapo Müller” – został pochowany w pośpiechu na cmentarzu żydowskim w Berlinie w ostatnich chaotycznych dniach III Rzeszy. Ekshumacja i analiza DNA nigdy nie były możliwe ze względu na żydowskie prawo i wrażliwość społeczności. Ta sama przeszkoda chroni teraz grób Epsteina. Ale nawet gdyby przeprowadzono ekshumację i testy DNA dały pozytywny wynik, czy ktokolwiek uwierzyłby w te wyniki? Rzeczywistość już dawno wykroczyła poza to. Zaufanie przepadło. I to z dobrego powodu.
Podsumowanie
Co sądzicie o mojej hipotezie?
W świecie pełnym wszechobecnych kłamstw i systematycznego wprowadzania w błąd jestem przekonany, że teza ta pozostanie aktualna w dającej się przewidzieć przyszłości. Nawet jeśli pojawią się nowe informacje, podejrzewam, że będą one raczej doprecyzowywać szczegóły i przebieg wydarzeń, a nie samą hipotezę. Jeffrey Epstein nie zmarł w tej celi. Został z niej wyprowadzony, przesłuchany, zabity w innym miejscu i zwrócony jako rekwizyt. Cela była tylko miejscem, które chcieli Państwu pokazać. Nie było to miejsce, w którym wydał ostatnie tchnienie.
A gdzieś, na serwerach rozsianych po całym świecie, dowody tego, co wiedział i kogo znał, zostały zniszczone lub czekają, aż kolejna ofiara ujawni swoje karty.





