
SEKRETY WYSPY – ”POLOWANIE” DICAPRIO I EPSTEINA
14 marca 2026Na początku 2026 roku, po dziesięcioleciach wahania i ciągłych zarzutach o tuszowanie sprawy, Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych opublikował w końcu, według własnych informacji, „kompletne” akta Jeffreya Epsteina. W dwóch partiach, zawierających łącznie ponad sześć milionów dokumentów, zdjęć i filmów, długo ukrywany skarb danych trafił do opinii publicznej.
Pomimo powszechnego oburzenia nikt nie był zszokowany treścią dokumentów. Nic w tych aktach nie powinno było zaskoczyć nikogo, kto choćby w najmniejszym stopniu śledził trwający od lat niewyobrażalny skandal. Okazało się, że nawet najdziksze spekulacje były nietrafione.
Teorie spiskowe dotyczące pedofilii, handlu dziećmi, prania brudnych pieniędzy, międzynarodowego szpiegostwa, „polowań” i nawet kanibalizmu wydawały się bliższe prawdy niż jakakolwiek fikcja. Opublikowane dokumenty obciążają wpływowych i potężnych – od pałaców prezydenckich i firm z listy Fortune 100 po monarchie, duchowych guru i naukowców.
Jak wiadomo, aktywiści tacy jak Noam Chomsky utrzymywali bliskie stosunki z byłym premierem Izraela Ehudem Barakiem i Epsteinem długo po tym, jak Epstein został zdemaskowany jako pedofil. Chomsky napisał list, w którym chwalił Epsteina jako „cenionego przyjaciela” i nazwał ich relację „niezwykle cennym doświadczeniem”.
Od dawna, byłem przekonany, że Chomsky był ukrytym syjonistą, któremu powierzono kluczową misję, o której opowiem później. Nie zdziwiłbym się więc, gdyby pojawiły się kolejne kontrowersyjne dokumenty obciążające obecnych i byłych pracowników Białego Domu. Jednak po opublikowaniu aktualnych akt pozostały dwa dręczące pytania: dlaczego akurat teraz? Kto zmusza do tego Ministerstwo Sprawiedliwości?
Media społecznościowe, takie jak X, Facebook i YouTube – znane z natychmiastowego usuwania wszelkich informacji dotyczących COVID-19 lub antysyjonizmu, które były sprzeczne z oficjalną linią – nagle dały sobie wolną rękę w tej sprawie. Osoby kształtujące opinię publiczną mogły rozpowszechniać najbardziej absurdalne i kontrowersyjne teorie bez zwykłej cenzury i w ciągu kilku godzin osiągały setki tysięcy, a nawet miliony wyświetleń.
Branża mediów alternatywnych przeżywa największy rozkwit w swojej historii. Ironia jest zbyt doskonała, aby była przypadkowa. Wielu z tych, którzy należeli do otoczenia Epsteina, było samymi oligarchami wielkich koncernów technologicznych – dokładnie tymi mężczyznami, którzy pociągają za sznurki w Stanach Zjednoczonych i na Zachodzie. Na przykład Elon Musk napisał kiedyś na Twitterze, że Donald Trump jest wymieniony w aktach, po czym usunął ten tweet. Okazało się, że sam Musk był w kontakcie z Epsteinem.
Akta dowodzą, że przedsiębiorca technologiczny wielokrotnie próbował zorganizować spotkania w latach 2012–2014. Musk miał jednak czelność twierdzić, że „nikt nie zaangażował się w tę sprawę tak bardzo jak ja”, wykorzystując swoją platformę do „przejrzystości”. Dlaczego miałby się obciążać? Chyba że obciążenie było już przesądzone, a prewencyjne zajęcie stanowiska było jedynym wyjściem.
Zagadka pogłębia się, gdy przyjrzymy się politycznej grze wokół publikacji. W przededniu wyborów prezydenckich w 2024 r. prezydent elekt Donald Trump, minister sprawiedliwości Pam Bondi i dyrektor FBI Kash Patel wielokrotnie wysuwali poważne zarzuty i domagali się ujawnienia akt. Przedstawiali się jako pionierzy przejrzystości, gotowi ujawnić korupcję w samym sercu amerykańskiego establishmentu. Jednak niemal natychmiast po objęciu urzędu dokonali zaskakującego zwrotu.
Ministerstwo Sprawiedliwości Bondi najpierw ogłosiło „zakończenie” śledztwa, a następnie zignorowało kolejne wezwania Kongresu. Później stwierdziła, że w milionach stron „nie ma nic do oglądania”, jednocześnie usuwając lojalistów Trumpa z szeregów ministerstwa.
Jeśli akta nie zawierały nic obciążającego, dlaczego establishment wahał się przez lata? Czy chciano zyskać czas, aby oczyścić dokumenty? A jeśli – zgodnie z oczekiwaniami – zawierały one wysoce kontrowersyjne informacje, to jak można wyjaśnić ich nagłą publikację?
Udostępnieniu dokumentów towarzyszyło wiele nagłych i podejrzanych zgonów. Moim zdaniem mogło dojść do znacznie większej liczby takich zgonów, a opinia publiczna byłaby bezsilna. Kolejna ironia polega na charakterze pierwszych aresztowań. Podczas gdy niektórzy spodziewali się masowych aresztowań pedofilów, wymiar sprawiedliwości podjął działania przeciwko osobom, które ujawniły informacje. Aresztowanie Petera Mandelsona, byłego ambasadora Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych, pod zarzutem „nadużycia stanowiska” wysłało przerażający sygnał.
Mandelson nie został oskarżony o molestowanie dzieci na wyspie Little Saint James, znanej również jako wyspa pedofilów; zarzucano mu przekazanie Epsteinowi poufnych informacji rządowych dotyczących brytyjskich reform podatkowych i pakietów ratunkowych UE podczas kryzysu finansowego w 2008 roku. E-maile dowodzą, że przekazał Epsteinowi poufne szczegóły polityczne, w tym „plan sprzedaży aktywów” i potwierdzenie zbliżającego się pakietu ratunkowego dla strefy euro – dzień przed jego publicznym ogłoszeniem.
Aresztowanie Mandelsona nie było odosobnionym przypadkiem. Zaledwie kilka dni wcześniej, w dniu swoich 66. urodzin, brytyjskie władze aresztowały byłego księcia Andrzeja Mountbatten-Windsora z tych samych powodów: podejrzenia nadużycia stanowiska. Mountbatten-Windsor jest oskarżony o to, że podczas pełnienia funkcji wysłannika handlowego udostępniał Epsteinowi poufne informacje rządowe, w tym raporty z wizyt handlowych i tajne informacje dotyczące inwestycji w Afganistanie.
Jego brat, król Karol, wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że przyjął wiadomość o aresztowaniu z „głębokim zaniepokojeniem” i że „prawo musi podążać swoją drogą”. Kto w to wierzy, wierzy we wszystko!
Również w tym przypadku władza państwowa nie została wykorzystana do ukarania udziału w perwersyjnej siatce handlu seksualnego, ale do ukarania naruszenia tajemnic państwowych. Mandelson nie jest przedmiotem śledztwa w sprawie nadużyć seksualnych, a aresztowanie Mountbatten-Windsora dotyczy dokumentów, a nie dziesięcioleci zarzutów Virginii Giuffre, która w kwietniu 2025 r. popełniła samobójstwo z powodów taktycznych. Potwierdza to ponurą tezę.
W tych kręgach tajemnice państwowe mają większą wartość niż życie ludzkie. Bezpośrednia zemsta establishmentu nie dotyczyła wykorzystywania dzieci, ale wycieku danych. To prowadzi nas do sedna całej sprawy: korzystania z niezaszyfrowanych e-maili przez użytkowników końcowych. Odkrycie, że najczęściej używanym adresem Epsteina był „[email protected]”, na pierwszy rzut oka wydaje się rażącą niekompetencją.
Jednak prowadząc poufną korespondencję za pośrednictwem platformy, której metadane mogą być w pewnych okolicznościach wymagane przez sąd, Epstein mógł kierować się mroczną logiką: budową sieci wzajemnego zniszczenia. Każdy dyrektor generalny firmy technologicznej, który pisał do niego w sprawie lotu, każdy polityk, który ujawniał informacje polityczne, każda dama z wyższych sfer, która koordynowała podróże, pozostawiali ślady.
Oczywiście pojawiły się niezliczone przerażające aluzje do blondynki i suszonej wołowiny, a także niezliczone inne tajemnicze wzmianki, które nie miały większego sensu – chyba że dla sieci Epsteina.
Jeśli Gmail, wraz z Outlookiem, Yahoo i innymi, był pułapką, to hasło było kluczem. Użytkownicy Reddita, którzy znali hasła takie jak „#1Island”, „ghislaine” i „jenjen12” z plików, uzyskali dostęp do kont Epsteina w ciągu kilku dni od ich opublikowania. Cybernews zauważył, że w latach 2010. „ponowne używanie prostych haseł było powszechne, a uwierzytelnianie dwuskładnikowe często nie było stosowane”.
Dlaczego Epstein nie usunął danych? Między jego aresztowaniami minęło trzynaście lat – od lipca 2006 r. do lipca 2019 r. – podczas których mógł zatuszować sprawę. Nie zrobił tego. Być może dlatego, że akta nigdy nie stanowiły dla niego obciążenia. Były one jego kartą przetargową.
W międzyczasie Google odpowiedziało na wezwania wielkiej ławy przysięgłych, przekazując informacje o abonentach, e-maile odzyskiwania hasła i protokoły IP. Rodzi to kolejne niepokojące pytanie: czy wielkie koncerny technologiczne, a zwłaszcza Google, pełniły rolę tajnych cybergwarantów tego satanistycznego kręgu?
WIRED znalazł w publikacjach Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych kilka wezwań wielkiej ławy przysięgłych skierowanych do Google, „a także pliki, które najwyraźniej zawierają dane Google dotyczące określonych użytkowników, oraz pisma na papierze firmowym Google, które są odpowiedzią na konkretne wezwania”.
Odpowiedzi Google zawierały nazwy kont, e-maile odzyskiwania, numery telefonów, adresy IP i dzienniki aktywności. Rzeczniczka Google, Katelin Jabbari, wyjaśniła, że „procesy firmy dotyczące przetwarzania wniosków organów ścigania mają na celu ochronę prywatności użytkowników, przy jednoczesnym wypełnianiu naszych zobowiązań prawnych”.
Niezależnie od tego, czy Google pełniło rolę gwaranta, czy po prostu działało zgodnie z prawem, bez wątpienia było cichym wspólnikiem infrastruktury nadzoru. Nawet jeśli Google potajemnie pełniło rolę gwaranta cyberbezpieczeństwa, jak trudne byłoby dla rosyjskich, chińskich i irańskich hakerów włamanie się do jednego konta i śledzenie śladów? Dzisiaj wiemy, że zagraniczni gracze czytali e-maile Epsteina nie jako hakerzy, ale jako oficjalni śledczy.
W 2026 r. prokuratura w Paryżu przyznała, że podczas nalotu na paryskie mieszkanie Epsteina w 2019 r. francuskie władze skonfiskowały około 4500 e-maili z jego konta Gmail. Informacje te były ukrywane przez lata.
Tymczasem ujawnione e-maile między Epsteinem a byłym premierem Izraela Ehudem Barakiem ujawniły, że Epstein agresywnie inwestował w technologie nadzoru, które były bezpośrednio związane z izraelskimi służbami wywiadowczymi. Reporty Homeland Security, później przemianowane na Carbyne, zostało współzałożone przez Pinchasa Buchrisa, byłego dyrektora jednostki 8200 – izraelskiego odpowiednika NSA. Jednostka ta opracowała systemy reagowania kryzysowego, które przesyłają na żywo wideo i dane lokalizacyjne do centrów alarmowych.
Dlaczego Epstein – skazany przestępca seksualny, którego wyspa była znana z handlu nieletnimi – interesował się połączeniami alarmowymi? Czy była to tylko strategia inwestycyjna? Czy chodziło o kanał danych do monitorowania Amerykanów? Czy o sadystyczną satysfakcję z podsłuchiwania nagranych połączeń alarmowych?
A może była to wspólna operacja wywiadowcza Stanów Zjednoczonych i Izraela, mająca na celu przechwycenie informacji związanych z handlem dziećmi w celach seksualnych, a tym samym poszerzenie kręgu osób podatnych na szantaż?
Epstein utrzymywał również kontakty z Rosją i doradzał byłemu wiceministrowi Rosji Siergiejowi Beliakowowi w zakresie obchodzenia amerykańskich sankcji gospodarczych. Relacja ta miała charakter czysto biznesowy: Bielakow dostarczał Epsteinowi informacje o osobach, które można było szantażować, a w zamian Epstein organizował spotkania między zachodnimi elitami, w tym miliarderem i inwestorem Peterem Thielem oraz Thomasem Pritzkerm, a swoim przyjacielem powiązanym z FSB. Bielakow uznał te kontakty za „bardzo pomocne” i poprosił później Epsteina o pomoc w nawiązaniu kontaktu z Vincenzo Iozzo, znanym hakerem, który później został powiązany z Kremlem.
Miażdżący wniosek
Jestem przekonany, że wielu zagranicznych graczy śledziło na bieżąco najbardziej sensacyjne wiadomości z kręgu Epsteina i zapisywało je do wykorzystania w przyszłości. Dlatego uważam, że ktoś lub jakaś instytucja wymusiła nagłą zmianę kursu w odniesieniu do tych akt. Proszę mi nie mówić, że było to wynikiem „władzy ludowej” lub zaangażowania „genialnych” podcasterów. Takie twierdzenia można obalić w mgnieniu oka. Ogromna większość społeczeństwa od zawsze narażona jest na powtarzające się pomyłki sądowe. A jednak tylko w Stanach Zjednoczonych co cztery lata ludzie wybierają chaotyczną, ponadpartyjną tyranię, mimo że wiedzą, że nic się nie zmieni na lepsze.
Publikacja nie była aktem przejrzystości państwowej, ale zainscenizowanym ujawnieniem. Być może dlatego to właśnie znany demokrata (Ro Khanna) i znany republikanin (Thomas Massie) zostali wyznaczeni do upublicznienia dokumentów. Uważano ich za twórców ustawy Epstein Files Transparency Act. Byli pierwszymi, którzy mogli zapoznać się z nieocenzurowanymi aktami.
To oni również poinformowali opinię publiczną o tym, co znaleźli: co najmniej sześciu mężczyzn, których nazwiska zostały zamazane, a których wymienienie „prawdopodobnie obciąża” – w tym wysoki rangą urzędnik zagraniczny i inne znane osobistości. Cokolwiek się stanie, przysłowiowa puszka Pandory została otwarta. Ale kto ma władzę, aby zmusić Ministerstwo Sprawiedliwości do działania?
Moim zdaniem istnieją dwa możliwe podmioty związane z ujawnieniem sprawy Epsteina, a czytelnik nie będzie musiał długo czekać na odpowiedź. W rzeczywistości znajduje się ona już w moim folderze „Zaplanowane”.





