Świat jest inny

KREW NIE WODA ? – TEN CZŁOWIEK ZATRĘPOWAŁ KREW WODĄ MORSKĄ RATUJĄC ZYCIE LUDZI, DLACZEGO NIKT O TYM NIE SŁYSZAŁ ?

W 1905 roku, gdy szerzyła się epidemia cholery, a umieralność niemowląt była ogromnie wysoka, w Paryżu podawano zagrożonym niemowlętom rocznie 100 tysięcy zastrzyków z „osoczem Quintona” (fr. plasma de Quinton). W Lyonie ta ilość dochodziła do 150 tysięcy rocznie. Paul Macouin napisał, że w tamtym okresie Lekarzy, którzy przepisywali zastrzyki z wody morskiej, było z każdym dniem coraz więcej, a Quinton szybko stał się sławny. Trzeba przyznać, że rezultaty przekraczały wszelkie oczekiwania, gdyż niemowlęta chorujące na cholerę udawało się wyleczyć w niemal każdym przypadku (…) W ten sposób tysiące niemowląt, uznanych przez szpital za nieuleczalnie chore, wyrwano z objęć pewnej śmierci.

WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ OD WĘŻA

René Quinton urodził się 15 grudnia 1866 roku w Chaumes-en-Brie (Seine-et-Marne, Francja) i umarł w Paryżu 9 lipca 1925 r. W jego pogrzebie wzięły udział wybitne osobowości z dziedziny literatury, nauki i polityki. Nie tylko dlatego, że dzięki swym odkryciom właściwości wody morskiej cieszył się międzynarodową sławą, ale również z powodu jego szczególnych zasług dla lotnictwa francuskiego.

W roku 1927 marszałek Franchet d’Esperey zgłosił wniosek o wybudowanie pomnika na cześć Quintona w jego rodzinnej gminie. Pomnik stanął w roku 1931, a były premier Francji Paul Painlevé w swoim przemówieniu powiedział, że René Quinton pozostawił przyszłym pokoleniom swe dzieło, przykład i lekcję. Spójrzmy, jak wyglądała wyjątkowa kariera tego niezwykłego człowieka.

Gdy Quinton miał 29 lat, pewnego pięknego jesiennego dnia miało miejsce zdarzenie, które ukierunkowało jego umysł w stronę burzliwych badań naukowych. Przebywał wówczas w należącym do rodziny domu w Burgundii, gdy do tegoż domu przyniesiono żmiję. Była odrętwiała z zimna i nie dawała żadnych oznak życia. Pod wpływem ciepła w pomieszczeniu zwierzę odzyskało jednak swój niebezpieczny wigor. To wydarzenie było w swej banalności i skutkach podobne do wody w wannie, której siłę wyporu odczuł Archimedes, lub do jabłka, które spadło z drzewa Newtonowi na głowę.

Prawdą jest bowiem, że w umyśle karmionym nieustanną refleksją nad możliwymi przyczynami różnych zjawisk jedna zwykła obserwacja może nagle zrodzić pęk hipotez i stać się podstawą wielkiej teorii. Obserwacja tego węża, który dzięki zwykłej zmianie temperatur odzyskał żywotność, pogrążyła Quintona w morzu refleksji nad kwestią temperatury idealnej dla różnych organizmów żywych. Z tych refleksji powstało zupełnie nowe pojmowanie ewolucji gatunków.

OSOBLIWA DEDUKCJA

Rok później Quinton przedłożył w Instytucie zaklejoną kopertę, w której znajdowało się streszczenie jego teorii, opatrzone tytułem Les deux pôles foyers d’origine. Origine australe de l’homme (z fr. Dwa bieguny jako początek. Południowe korzenie człowieka). Była to osobliwa dedukcja zapoczątkowana wzrostem temperatury ciała żmii. Quinton wiedział, że na ziemi było niegdyś bardzo gorąco, że temperatura stopniowo obniżała się, zaczynając od biegunów.

Wiedział też, że życie na ziemi pojawiło się dopiero wtedy, gdy temperatura spadła do około 44°C. Wywnioskował z tego, że życie narodziło się na biegunach ziemi i rozprzestrzeniało się stopniowo na pozostałe szerokości geograficzne planety, w miarę jak temperatura stawała się odpowiednia do potrzeb biologicznych organizmów. Temperatura obniżała się jednak nadal i bieguny pokryły się lodem.

Gady i dinozaury, czyli pierwsze wielkie organizmy żyjące na Ziemi, migrowały w kierunku równika, szukając właściwego dla siebie środowiska termicznego. Te gady, które przeżyły na obszarach mniej gorących, zapadały w sen w porze zimnej i odzyskiwały żywotność tylko latem. Powstaje jednak nurtujące pytanie. Skoro organizmy żywe są tak bardzo zależne od temperatury otoczenia, jak wytłumaczyć fakt, że większość gatunków w znaczący sposób się zaadaptowała?

Odpowiedź Quintona była na tyle wyjątkowa, że zyskał miano „francuskiego Darwina”, gdyż jego teoria znakomicie uzupełnia teorię Lamarcka i Darwina. Biograf Quintona, André Mahé, podsumował tę teorię następująco: …Niektóre gatunki, w obliczu stopniowego ochładzania się, utrzymały wysokie temperatury i prowadziły intensywne życie. Quinton wykazał, że to nie jest przypadek ani zjawisko naturalnej selekcji, ale że życie nie chce zaakceptować ochłodzenia wymuszanego przez środowisko.

Życie chce utrzymać swe komórki w takiej temperaturze, jaka pozwala im na maksymalną aktywność, czyli w tzw. temperaturze początkowej (z początków istnienia). Dlatego nabywa umiejętność wytwarzania ciepła, podwyższania i utrzymywania temperatury własnych tkanek wyższej niż temperatura otoczenia.

W tym celu ze starych organizmów tworzy nowe. Te stare, gasnące organizmy, o coraz słabszej aktywności komórkowej, porzucane są jak wrak wyrzucany na brzeg przez falę przyszłości, jako zaznaczenie etapów zmiany. Musimy wybaczyć biografowi zdecydowanie zbyt antropomorficzne spojrzenie na „życie”. Życie, podobnie jak natura, nie jest „istotą” i niczego nie „chce”. Życie i natura to tylko wygodne określenia, których używamy do nazywania ogółu zjawisk biologicznych.

Powiedzenie, że „życie chce utrzymać komórki…”, nie ma sensu. To komórki, jako autonomiczne jednostki myślące, dobrowolnie łączą się ze sobą i tworzą złożone organizmy. To one chcą utrzymać środowisko wewnętrzne organizmów w stanie jak najbardziej sprzyjającym witalności. Co oznacza wspomniana hipoteza o ewidentnym buncie życia przed nieuchronnym końcem? Powtórzmy raz jeszcze, że „życie” nie może „chcieć”, życie nie jest istotą, ale przejawia się w istotach żywych. Jednak faktycznie istnieje bunt, każde żywe stworzenie instynktownie buntuje się przed śmiercią.

DOGMAT ZAKWESTIONOWANY

Teoria Quintona zachwiała obowiązującym wówczas naukowym credo. Przecież uważano wtedy za pewnik, że temperatura wszystkich ssaków wynosi między 37°C a 39°C, a temperatura ptaków między 41°C a 44°C. Używam słowa „credo” (z łac. wierzę), ponieważ nikt nie zadał sobie trudu, aby te temperatury sprawdzić.

Teoria Quintona zakładała, że dolna granica temperatury ciała ssaków wynosi 25°C, a ptaków 37°C. Ponieważ Quinton był prawdziwym naukowcem, więc postanowił to udowodnić. Na początku szukał poparcia wśród znanych uczonych, którzy, jak sądził, badali już ten temat. W pierwszej kolejności zwrócił się do Charlesa Richeta, słynnego fizjologa, autora książki La Chaleur animale z roku 1889. Historia ich spotkania jest warta uwagi.

Uczony przyjął Quintona bardzo uprzejmie, uważnie go wysłuchał, a następnie wszystkie jego  twierdzenia zbił jednym ciosem, odpowiadając, że to zwykłe urojenia. Ponieważ Quinton upierał się przy swoim zdaniu, Charles Richet wstał, przybierając wyniosłą pozę nauczyciela, który stara się nieukowi wbić trochę wiedzy do głowy, wziął kawałek kredy i na tablicy w swoim laboratorium napisał: „Wszystkie ssaki mają temperaturę w granicach między 37° i 39°!”. To jeszcze nic – dodał „Proszę to przepisać sto razy”. Okrutne rozczarowanie!

Na szczęście René Quinton niedługo później dostał szansę swego życia. W tym samym okresie, gdy zderzył się z pogardą „hierarchów”, poznał wielkiego francuskiego lekarza i fizjologa, twórcę chronofotografii (z której później narodziło się kino).

Etienne-Jules Marey, gdyż o nim mowa, zajmował się badaniem zjawisk fizjologicznych. Wykładał historię naturalną w Collège de France, był członkiem Akademii Medycyny i Akademii Nauk. Był znanym i bardzo szanowanym uczonym. Miał 65 lat, gdy zjawił się u niego nieznajomy 30-latek, bez żadnych tytułów uniwersyteckich, który twierdził, iż odkrył mechanizm termiczny ewolucji gatunków uzupełniający teorię Darwina. Quinton wszedł na spotkanie do Mareya o 10.30, a wyszedł o 12.15.

Marey uległ. Wyznał mu z prostotą charakteryzującą ludzi wielkich: Od dwudziestu lat badam przemieszczanie się zwierząt i zastanawiam się, jak i dlaczego to osiągnęły. A Pan mi to właśnie wytłumaczył. Marey był zafascynowany teorią Quintona, jednak zdawał sobie sprawę, że trzeba jeszcze udowodnić jej prawdziwość. Powiedział więc młodemu badaczowi: Aby zbadać to, co jest opisane na tych trzech stronach, które mi Pan przedwczoraj przeczytał, jeden człowiek musiałby spędzić całe życie.

Wkładam termometr do zwierzęcych zadków, teraz mnie szanują! Marey zrobił wszystko, aby pomóc Quintonowi w tej pracy. Wprowadził go w środowisko naukowe, tam, gdzie wszyscy chylili czoła przed tak szacownym człowiekiem jak Marey. Przedstawił Quintona panom Milne-Edwards i d’Arsonval, umożliwił mu kontakt z księciem Monako w sprawie badań bezkręgowców, udostępnił swoje laboratorium w Collège de France i umożliwił prowadzenie pomiarów kalorymetrycznych ssaków w Jardin des Plantes. Dzięki Mareyowi Quinton mógł nareszcie rozwijać swe badania w gigantycznym tempie.

Otrzymał stanowisko asystenta w Laboratorium fizjologii patologicznej na studiach w Collège de France. Podróżował do Anglii, Niemiec, Szwajcarii, Belgii i Egiptu, gdzie wyszukiwał takie gatunki zwierząt, które miały mu pomóc zweryfikować swoją teorię. Żartobliwie pisał do swego przyjaciela Guy de Passillé: Teraz moja sytuacja jest jasna. Wkładam termometr do zwierzęcych zadków i od razu mnie szanują!.

Quinton udowodnił, że temperatura ssaków nie mieści się wyłącznie w przedziale 37–39°C, jak utrzymywał Charles Richet, ale zaczyna już od 24°C. To temperatura graniczna, jaką stwierdził u dziobaków. Wśród ptaków również są gatunki, których temperatura ciała wynosi dużo mniej niż 41°C, mimo iż tak wówczas nauczano.

Umierające z głodu dziecko poddane transfuzji z wody morskiej

ZANURZONY W „ŚRODOWISKU WEWNĘTRZNYM”

Czy ten wspaniały sukces Quintona doprowadził do oficjalnego uznania jego teorii? Dobry żart…

To byłoby przyznaniem, że jakiś samouk miał rację, a cała utytułowana dyplomami kasta była w błędzie.
To byłoby również przyznaniem, że ci uczeni z dyplomami wypowiadali się na temat temperatury ciała zwierząt, chociaż nigdy tego nie zweryfikowali. Bez szans!

To dlatego nigdzie na żadnym uniwersytecie we Francji nie znajdziesz takiej definicji prawa stałocieplności, jak ją sformułował René Quinton. Quinton definiował to prawo następująco: W obliczu globalnego ochłodzenia, życie, które jako komórka pojawiło się w określonej temperaturze, stara się utrzymać tę temperaturę początkową (w organizmach nieustannie w tym celu pobudzanych), aby utrzymać funkcjonowanie komórek na poziomie optymalnym. To prawo ma kapitalne znaczenie dla zachowania zdrowia ludzkiego, gdyż wyjaśnia lecznicze działanie gorączki.

Gorączka to nic innego jak manifestacja możliwości termicznych organizmu, który stara się podnieść swą temperaturę do poziomu jak najbardziej zbliżonego do słynnych 44°C (temperatura na początku biologicznego istnienia). Organizm robi tak po to, aby komórki mogły rozwinąć maksimum swych możliwości i zwalczyć infekcję.

Wzrost temperatury wewnątrz ciała to wspaniały mechanizm obronny organizmu, który jest w stanie wyleczyć niemal wszystko, pod warunkiem że nie przekroczy krytycznego punktu 44°C. Quinton powołuje się na doświadczenie na króliku przeprowadzone przez Joyleta. Królik, który ma normalną temperaturę 39°C, po zakażeniu go wąglikiem szybko umierał. Jednak idealnie radził sobie z infekcją, gdy sztucznie podniesiono mu temperaturę ciała do poziomu 42–43°C (umieszczając go w wysokiej temperaturze otoczenia).

Był jeszcze lepszy przykład. Wiele lat później, podczas drugiej wojny światowej, pewien niemiecki naukowiec francuskiego pochodzenia, profesor Henri Lampert, sam u siebie wyleczył dur brzuszny za pomocą hipertermii. Następnie udało mu się zatrzymać epidemię tej choroby, która pojawiła się w niemieckich oddziałach na froncie wschodnim, gdyż nakazał żołnierzom długie kąpiele w temperaturze 43°. Później prowadził badania wraz z profesorem Goetze i razem udowodnili, że podwyższanie temperatury ciała jest skuteczne w walce z rakiem.

Swoje wyniki opisali następująco: Gdy temperaturę ciała podniesiemy sztucznie do poziomu 39°C, komórki złośliwe zaczynają słabnąć, a w temperaturze 42°C umierają. Za to komórki zdrowe z łatwością wytrzymują temperaturę ciała 43°C. Zagrożeniem dla zdrowych komórek jest dopiero temperatura około 45°C.

Gdy René Quinton gromadził dowody dotyczące temperatury początkowej (początków istnienia biologicznego), przyszła mu do głowy nowa hipoteza, iż środowisko wewnętrzne potrzebuje do życia również chemicznych warunków takich samych jak na początku istnienia.

NIEPODWAŻALNY DOWÓD

Skoro, jak rozważał Quinton, życie zaczęło się w morzu, to skład chemiczny wody morskiej powinien być idealny dla ludzkiego organizmu.

Przed Quintonem już Claude Bernard wykazał, jak niezmiernie ważne jest to środowisko płynne, gdyż pozwala utrzymać jednostce swą fizjologiczną autonomię. Claude Bernard pisał, że istnieje prawdziwe środowisko wewnętrzne, które pośredniczy między środowiskiem kosmicznym a materią ożywioną. Dotyczy to istot najwyżej rozwiniętych, ukształtowanych jako zbiór podstawowych organów.

Stałość środowiska wewnętrznego jest warunkiem wolnego i niezależnego życia. Umożliwia to mechanizm, który w środowisku wewnętrznym zapewnia utrzymanie wszystkich warunków niezbędnych do życia poszczególnych elementów. To René Quintonowi przypadł zaszczyt uzupełnić tę tezę, precyzując, iż środowisko wewnętrzne (które nazywał „środowiskiem witalnym”) to po prostu woda morska.

Quinton twierdził, że woda morska jako jedyna łączy w sobie wszystkie fizyczne i chemiczne warunki pojawienia się życia i podtrzymania życia. Musiałby jeszcze udowodnić w sposób niepodważalny, że zwykła woda morska może bez negatywnych skutków zastąpić nasz podstawowy płyn wewnętrzny, czyli krew.

René Quinton stanął przed największym wyzwaniem w swoim życiu.
Musiał udowodnić, że zwykła woda morska może bezpiecznie zastąpić podstawowy płyn naszego ciała: krew…

Chore dziecko poddane transfuzji z wody morskiej

PIES POZBAWIONY KRWI ODZYSKUJE SIŁY DZIĘKI WODZIE MORSKIEJ!

Dzień pierwszy. Pies o masie 10 kg. Nie bacząc na aseptykę, z tętnicy udowej upuszczono mu krew w ilości 425 gramów, czyli jedną dwudziestą masy ciała. Trwa to 4 minuty. Odruch rogówkowy zanika. Gdy już nie da się wycisnąć więcej krwi, rozpoczyna się podawanie wody morskiej.

Iniekcja trwa 11 minut, w ilości 532 cm3 wody morskiej w temperaturze 23°. Odruch rogówkowy powraca. Uwolnione zwierzę wykazuje znaczne osłabienie. Osuwa się na podłoże, udaje mu się co najwyżej podnieść. Skóra na karku po uciśnięciu nie wraca do normalnego kształtu. Zwierzę nie może chodzić, oddech jest dyszący i bardzo krótki. Zwierzę zostaje przykryte i leży bez ruchu.

Dzień drugi. Następnego dnia, 21 godzin od upuszczenia krwi, zwierzę chodzi. Czerwonych krwinek przed rozpoczęciem eksperymentu było 6 800 000, teraz spadły do 2 900 000. Hemoglobina spadła z 19 do 12. Te dane pokazują, że zwierzę straciło olbrzymią ilość krwi.

Dzień trzeci. Stan się zmienia, rana ropieje, pojawia się gorączka 40°. Ogromny smutek i ogromne osłabienie, stan wydaje się poważny. Znaczenie eksperymentu rośnie, gdyż problem jest następujący: czy osłabiony upuszczeniem krwi organizm, który otrzymał wodę morską, będzie w stanie w obliczu infekcji osiągnąć leukocytozę?

Dzień czwarty. Stan się przedłuża, jest tak samo poważny. Jednak analiza krwi pokazuje: czerwone krwinki 3 020 000, białe krwinki 24 000, hemoglobina 16. Czyli zaszła leukocytoza. Tego samego wieczora zwierzę zjada czterysta gramów mięsa. Później szybko wraca do zdrowia.

A GDYBY WYKORZYSTAĆ KREW JASZCZURKI

Pięć lat później pies nadal żył. Niestety zmarł w wyniku wypadku, dlatego nie dowiedzieliśmy się, czy pełna transfuzja wody morskiej wpłynęłaby na wydłużenie życia. W każdym razie zwierzę po zakończeniu eksperymentu było bardzo ożywione. Podobny efekt uzyskiwano we wszystkich podobnych eksperymentach. Jak gdyby organizm znajdował w morskiej wodzie źródło większej witalności niż we własnej krwi.

„Osocze Quintona” (z fr. plasma de Quinton) to woda morska izotoniczna złożona z dwóch części wody morskiej pobranej z otwartego morza i pięciu części wody źródlanej filtrowanej.

Moi Czytelnicy już na pewno się domyślają, że „osocze Quintona” mogłoby zastąpić wiele transfuzji krwi, a tym samym zapobiec aferom z zanieczyszczoną krwią. Tymczasem w wiadomościach telewizyjnych wciąż słyszymy, że niedługo zabraknie nam krwi do transfuzji.

Quinton prowadził kolejne doświadczenia, w tym jedno absolutnie kluczowe. Tym razem wziął cały wachlarz próbek krwi pobranych od różnych zwierząt (żaby, jaszczurki, królika, psa, kury) oraz od człowieka. Chciał sprawdzić, czy białe krwinki są w stanie przeżyć we krwi rozcieńczonej wodą morską. To był pełny sukces! Dla Quintona było to kompletne potwierdzenie zakładanej hipotezy.

Badacz ogłosił prawo loi de constance marine, które w wolnym tłumaczeniu można określić jako prawo ciągłości morskiej. Jego wyjaśnienie jest następujące:

Życie zwierzęce w formie komórki rozpoczęło się w morzu, dlatego kolejno pojawiające się zwierzęta dążą do tego, aby budujące je komórki utrzymywać w ich pierwotnym środowisku morskim. Dzięki temu komórki mogą funkcjonować optymalnie.

Ten człowiek ocalił życie tysiącom ludzi, w tym małym dzieciom. Jego odkrycia mogłyby ocalić w dzisiejszych czasach kolejne tysiące. A jednak wszystko toczy się tak, jak gdyby ów człowiek nigdy nie istniał. „Ośrodki leczenia wodą morską”, założone przez René Quintona przed I wojną światową, działały w Paryżu, a także w Lyonie, Elbeuf, Nancy, Dunkierce, Pont-à-Mousson, Brest, Reims, Creil, Commercy, St-Denis, Dugny… oraz w Brukseli, Bougie, Aleksandrii…

Ostatnie wpisy

Kategorie

KREW NIE WODA ? – TEN CZŁOWIEK ZATRĘPOWAŁ KREW WODĄ MORSKĄ RATUJĄC ZYCIE LUDZI, DLACZEGO NIKT O TYM NIE SŁYSZAŁ ?

29 października 2021 / Możliwość komentowania KREW NIE WODA ? – TEN CZŁOWIEK ZATRĘPOWAŁ KREW WODĄ MORSKĄ RATUJĄC ZYCIE LUDZI,

Może Ci się spodobać

TAJEMNICE IV RZESZY – HITLER, WINDSOR, ROTHSCHILD I POWSTANIE IS-RA-EL’A. 23 sierpnia 2020

  • Ostatnie wpisy
  • Kategorie
  • KREW NIE WODA ? – TEN CZŁOWIEK ZATRĘPOWAŁ KREW WODĄ MORSKĄ RATUJĄC ZYCIE LUDZI, DLACZEGO NIKT O TYM NIE SŁYSZAŁ ?
  • Może Ci się spodobać