Świat jest inny

FIRMY PRODUKUJĄCE SZCZEPIONKĘ NA ”ZARAZĘ” – POLIGONY EKSPERYMENTALNE W OBOZACH ZAGŁADY I KRAJACH 3 ŚWIATA.

„Farmaceuta z Auschwitz” to przejmujący reportaż historyczny o Victorze Capesiusie, uprzejmym przedstawicielu farmaceutycznym, który po wcieleniu do SS z czasem stał się głównym aptekarzem w Auschwitz. Opowieść o człowieku, który z obojętnością przeprowadzał selekcje nowo przybyłych więźniów, odmawiał wydawania chorym potrzebnych im leków i rozdzielał cyklon B używany w komorach gazowych – gromadząc przy tym fortunę ze zrabowanych kosztowności i wyrwanych złotych zębów. Po wojnie konsekwentnie wypierał się swoich zbrodni, próbował manipulować świadkami w czasie procesów i śmiał się w twarz ofiarom. W więzieniu spędził jedynie niewielką część zasądzonego wyroku i dożył spokojnej starości otoczony szacunkiem sąsiadów.

Jako że lekarze SS uważali się za elitarną kadrę profesjonalistów, mogło się wydawać, że zwykły aptekarz, jakim był Capesius, nie będzie miał u nich zbytniego poważania. W takim przypadku nie oczekiwano by od niego dużego zaangażowania w szaleńcze eksperymenty na ludziach prowadzone w obozie. Capesius miał szczególne kwalifikacje, których nie można było nie doceniać: przez długi czas pracował dla koncernu Farben/Bayer. Wszyscy lekarze obozowi byli wdzięczni temu przedsiębiorstwu za finansowanie wielu eksperymentów medycznych, a dla firm Farben i Bayer obóz stanowił jedyne w swoim rodzaju laboratorium umożliwiające badania na ludziach.

Jeden z pracowników Bayera z długim stażem, który następnie awansował na majora SS, doktor Helmuth Vetter, nadzorował przebieg programów realizowanych przez to przedsiębiorstwo z wykorzystaniem więźniów do testowania niezbadanych leków. Niektórzy dyrektorzy koncernu Farben wiązali przyszłość ich organizacji nie tyle z chemikaliami, ile z kształtującą się dopiero dziedziną, jaką była nowoczesna medycyna. „Eksperymenty prowadzone w obozach koncentracyjnych z użyciem preparatów IG [Farben] – zeznawał po wojnie lekarz SS Waldemar Hoven – były prowadzone wyłącznie w interesie IG, które za wszelką cenę dążyło do ustalenia skuteczności tych leków. […] To nie SS, ale właśnie IG wiodło prym w prowadzeniu doświadczeń w obozach koncentracyjnych”.

Oczywiście nie było tak, że SS po prostu przekazywało przywożonych więźniów koncernowi Farben na potrzeby sponsorowanych przez niego doświadczeń. Firma kupowała ludzkie króliki doświadczalne w taki sam sposób, w jaki płaciła SS według ustalonych stawek za niewolniczą siłę roboczą skoszarowaną w Monowitz. Raz doszło nawet do targów między przedsiębiorstwem Bayer a komendantem obozu Auschwitz, których przedmiotem była cena za 150 kobiet potrzebnych firmie do przetestowania „nowego leku nasennego”. SS żądało 200 marek Rzeszy (czyli równowartości około 80 dolarów) za każdą więźniarkę. W Bayerze narzekano, że to „za dużo”, i zaproponowano 170 marek. SS przyjęło ofertę.

Po kilku tygodniach kierownik Bayera przesłał SS notatkę o treści uderzająco podobnej do większości wiadomości, w których firma informowała o zakończeniu testów jednego z leków w obozie koncentracyjnym: „Doświadczenia przeprowadzono. Wszystkie osoby uczestniczące w badaniu zmarły. Wkrótce skontaktujemy się w sprawie nowej dostawy”.

Big Pharma i NWO.

Dziś kompanie farmaceutyczne mają armię specjalistów, których zadaniem jest przekonać jeszcze nieprzekonanych, że jedną drogę do długiego i zdrowego życia stanowi szlak wybrukowany ich zaleceniami. Natomiast drugą – kupowanie i konsumowanie leków i różnorodnych suplementów tworzonych w laboratoriach BigPharma. Przemilcza się przy tym fakt , że wiele z tych medykamentów i preparatów deje skutki uboczne. Często poważne. Niektóre z ich zaś uzależniają.

Ale czy będzie zwracał na to uwagę ten, kto na co dzień poddawany jest praniu mózgu? Wchłania w siebie, niczym joggingowcy spaliny wielkich miast, rzucane przez macherów hasła, że trzeba szybciej, dłużej, więcej, lepiej. A do tego, aby bić żałosne „rekordy”, potrzebna jest chemia, dużo chemii. A że podczas tego „biegu po zdrowie” zacznie go w rzeczywistości ubywać, tym lepiej (dla BigPharma).

Piekielna Triada.

Dr Laurie Roth zamieściła na swojej stronie newswithviews.com tekst zatytułowany: „Nieświęta Trójca: Monsanto, Big Pharm i NWO”. „Te trzy siły połączyły się, aby dokonać depopulacji” – czytamy. Ale oczywiście nic nie dzieje się od razu. Zanim ludzie się unicestwią, niech najpierw zapłacą za przywilej życia w ciągłym strachu o stan swojego zdrowia. Kompanie farmaceutyczne dbają o to, abyśmy byli uzależnieni od ich leków. Monsanto, o którym była już mowa w „Teorii Spisku”, zadba z kolei o to, aby rolnik, czy farmer byli uzależnieni od ich sztucznych nasion, a konsument kupował tylko to, co kompanie przemysłu spożywczego zatwierdzą do spożycia. Ludzie budujący Nowy Porządek Świata zatroszczą się, abyśmy żyli w ramach narzuconych przez nich praw i zwyczajów politycznej poprawności. Dla pani Roth przedstawicielem NWO są prezydent Obama oraz jego administracja.

Dla BigPharma zdrowy człowiek lub dbający o siebie w zbudowanych przez doświadczenia przeszłych pokoleń granicach rozsądku, nie ma żadnej wartości. Większą przedstawia zdrowy, uprawiający pogański kult ciała byczek. Największą zaś, nieco paradoksalnie, słabeusz. Zresztą, w praktyce nie ma wielkiej różnicy między atletą-hipochondrykiem a cherlakiem. Te grupy ludzi sprawiają, że przemysł farmaceutyczny może obracać miliardami dolarów. Osoby te są uzależnione od niebezpiecznych i drogich leków, odżywek, suplementów. Krótko mówiąc – produktów chemicznych, w których specjalizują się koncerny farmaceutyczne. „Nie jest przypadkiem – pisze Laurie Roth – że od lat korporacje medyczne prowadzą bezpardonową walkę z ludźmi, którzy propagują naturalne metody leczenia. Którzy przypominają, że człowiek „nosi w sobie aptekę” i że wiele schorzeń można wyleczyć, pobudzając naturalną zdolność organizmu do samoobrony przed chorobami.”

W tej walce wspomaga koncerny przemysł spożywczy ze swoimi absurdalnymi przepisami dotyczącymi jakości środków spożywczych przeznaczonych do obrotu w handlu. Agencja Żywności i Leków (FDA), wielokrotnie zamykała farmy mleczne i zakłady wytwarzające sery pod zarzutami łamania absurdalnych w swym rygoryzmie przepisów dotyczących utrzymania czystości. Pozytywna opinia wydana przez FDA dla danego produktu spożywczego lub leku jest uznawana także poza Stanami Zjednoczonymi za wyznacznik jakości i potwierdzenie braku negatywnego wpływu na zdrowie. FDA gnębi farmerów grzywnami lub zamykaniem ich gospodarstw i przetwórni.

Z drugiej strony wielkie koncerny farmaceutyczne nic sobie nie robią z wytycznych Agencji i sprzedają leki bez jej certyfikatów. Dr Roth mówiła w prowadzonym przez siebie „The Roth Show” o przypadku GlaxoSmithKline LLC. Firma przyznała się do nielegalnego promowania leków, które nie zostały zatwierdzone prze FDA.

Ludzki eksperyment.

Aby na rynku mogło pojawiać się coraz więcej nowych leków, potrzebne są testy sprawdzające ich skuteczność. Tu jednak pojawiają się dwa problemy – na kim najskuteczniej testować i za jaką cenę.

Kiedyś większość testów przeprowadzana była na zwierzętach. Dziś, kiedy uznaje się, że „świnia też człowiek”, testowanie nowych leków na ludziach jest równie „naturalne”, jak dawniej na świnkach morskich, czy szczurach. Jak przypomniała Jacqueline Weaver w „The New York Times”, w latach pięćdziesiątych kobiety płaciły potworną cenę za testowanie na nich w pierwszym trymestrze ciąży talidomidu, leku przeciw nudnościom. Wiele z nich rodziło zdeformowane dzieci. Podobną cenę za „postęp” musiały płacić kobiety stosujące pierwsze pigułki antykoncepcyjne, o czym mało się dziś pisze.

Jednak nie zanosi się na to, że – mimo rozwoju technologii komputerowej – będzie można zastąpić doświadczenia na żywym organizmie symulacją komputerową. Dr Robert J. Levine, profesor medycyny z Uniwersytetu w Yale uważa, że obecnie nie wiemy w jaki sposób dokonać doskonałej symulacji komputerowej całego organizmu ludzkiego lub przynajmniej którejś z jego funkcji. Nie da się przewidzieć wszystkich kierunków i rodzajów metabolizm leków. Nie wiemy jeszcze wszystkiego o reakcjach na leki receptorów znajdujących się w komórkach.

Nie należy się tym martwić, twierdzi dr Levine, bowiem ludzi chętnych do odegrania roli „świnek morskich” jest sporo. Ochotników nie powinno zabraknąć. W ciągu ostatnich lat nastąpiła w odbiorze społecznym dość istotna zmiana w postawach wobec testów na ludziach. Kiedyś takie testy kojarzyły się głównie z więźniami odsiadującymi wysokie wyroki oraz chorymi w fazie terminalnej – ludźmi, którzy nie mają nic do stracenia. Dziś wielu ludzi zaczyna postrzegać zgodę na przeprowadzanie na sobie testów jako rodzaj misji, niemal poświęcenia dla ludzkości, wyraz heroizmu, czy ofiary złożonej nowemu bogu. Poziom zaufania do lekarzy, nowych kapłanów, też jest wysoki, co powoduje wzrost wiary w skuteczność i nieszkodliwość podawanych przez nich medykamentów.

Jednak nawet uczeni zaangażowani w testowanie leków ostrzegają przed niebezpieczeństwami związanymi z procederem. Na stronie Wydziału Inżynierii Chemicznej i Biomolekularnej Uniwersytetu w Illinois, w zakładce poświęconej „etyce inżynierii”, znajdziemy informację mówiącą, że mimo jasno określonych zasad, jakimi winni się kierować przeprowadzający testy na ludziach, koncerny, ze względów oszczędnościowych, pomijają je. Autorzy strony przypominają, że koszty rzetelnego opracowania programu testów oraz same testy pochłaniają miliony dolarów, stąd dla wielu firm szukanie wątpliwych moralnie dróg pozwalających ominąć restrykcyjne przepisy staje się pokusą nie do odparcia.

Ale nawet przy zachowaniu wszystkich procedur, nie wyeliminuje się niebezpieczeństw, jakie towarzyszą testowaniu. Problem wynika z faktu, że test jest zarówno humanitarnym podejściem do chorego ludzkiego organizmu potrzebującego skutecznej pomocy, jak i abstrakcyjnym badaniem, którego celem jest rozwiązanie naukowego problemu. Medycyna i badania medyczne to nie jest jedno i to samo i wymaga różnych sposobów podejść i działań, tu niestety zmieszanych ze sobą, nie zawsze z korzyścią dla osoby, na której testuje się medykamenty. „Na przykład badania koncentrują się na mierzeniu skuteczności i ryzyka zażywania testowanych leków na bardzo ostrożnie i dokładnie dobranej grupie osób.

Takie eksperymenty zabierają dużo czasu i przedłużają proces zatwierdzenia leku do sprzedaży. Natomiast medycyna koncentruje się na tym, aby jak najszybciej wyleczyć jak największą liczbę chorych” – czytamy na stronie Wydziału Inżynierii Chemicznej i Biomolekularnej Uniwersytetu w Illinois. Dlatego jeśli badania wykazują, że są dobre powody, aby stwierdzić, że lek jest skuteczny na daną chorobę, interes firm farmaceutycznych zaczyna brać górę i często przyspiesza się proces zatwierdzenia leku do sprzedaży. Przechodzi się od razu do ostatniego etapu, czyli podania niesprawdzonego jeszcze dokładnie leku dużej grupie badanych.

Istnieje jeszcze jeden problem – świadomej zgody na poddanie się testom. „Niektóre leki mają bardzo skomplikowane działania, niosące za sobą słabo rozpoznawalne przez uczonych zagrożenia, stąd są one trudne do wyjaśnienie woluntariuszowi”. Przeciwnicy przeprowadzania testów na ludziach uważają, że nie jest w praktyce możliwe zabezpieczyć osobę testowaną przed wszystkimi niebezpieczeństwami, a obawy eksperymentatorów o swoje kariery i granty powodują, że naginają oni nagminnie zasady, którymi winno się kierować przy przeprowadzaniu tego typu badań.

Kraje trzeciego świata poligonem doświadczalnym.

Kilka lat temu Stephanie Kelly na stronie theatlantic.com pisała, że wprawdzie testowanie leków ma miejsce na całym świecie, ale najbardziej opłacalne jest przeprowadzanie badań w krajach ubogich. W 2008 r. Centrum Badań nad Korporacjami Międzynarodowymi (CRMC) opublikowało dokument zawierający przykłady nieetycznych działań, jakich korporacje dopuszczały się w latach 90. ubiegłego wieku oraz w pierwszych latach XXIwieku podczas badań nad nowymi lekami w trzecim świecie.

W Ugandzie, w latach 1997-2003, testowano na kobietach Newirapinę, organiczny związek chemiczny o działaniu przeciwwirusowym. Doświadczały one wielu niepożądanych działań ubocznych leku. Efektem była śmierć 14 ugandyjskich wolontariuszek. W 2003 r. w mieście Hyderabad w południowych Indiach podczas testów przeciwzakrzepowego Streptokinase zmarło 8 osób. Najgorsze, że ludzie ci nie wiedzieli, iż biorą udział w doświadczeniach. Te dwa przypadki to nie wszystko o czym można przeczytać w raporcie. Jest on wstrząsającym zapisem ogromu krzywd, jakie koncerny wyrządzają ludziom, narażając ich zdrowie i życie po to, aby osiągać miliardowe zyski.

Do tej pory koncerny farmaceutyczne nie pochwaliły się, ile istnień ludzkich naraziły na cierpienia lub śmierć, aby konsumenci z bogatych krajów mieli skuteczne tabletki od bólu głowy, środki na kaca, mogli cieszyć się długim i zdrowym snem, czy efektywniej „przypakować” na siłowni.

Czasami eksperymenty mają na celu poznanie reakcji organizmu na gwałtowne przerwanie kuracji. Tak było w przypadku badań w Ugandzie, Zimbabwe i Wybrzeżu Kości Słoniowej. Chodziło o poznanie reakcji organizmu na przerwanie terapii antyretrowirusowej stosowanej w przypadku zakażenia wirusem HIV. Doświadczenia sponsorowane były przez wiele firm farmaceutycznych, w tym znaną światową firmę GSK. Badanych podzielono na dwie grupy, poddając obie terapii. W przypadku jednej z nich terapię po pewnym czasie przerwano. Nie trzeba mówić, że ten swoisty eksperyment zebrał śmiertelne żniwo wśród uczestników. Przeprowadzono go, mimo że światu medycznemu dobrze jest znany fakt, że przerwanie kuracji po 12 tygodniach to bardzo kiepski pomysł, ale ludzie musieli umrzeć, żeby można to było empirycznie udowodnić.

BBC otrzymuje szereg zgłoszeń na temat pacjentów z najniższych kast w Indiach, biorących udział w testach bez wyrażenia świadomej zgody. W Indiach, państwie głęboko podzielonym społecznie, dla ludzi z najniższych kast, brać udział w medycznym eksperymencie to rodzaj swoistej nobilitacji. Wielkie znaczenie lekarzy na całym świecie, gdzie, jak już powiedziano, traktuje się ich jak kapłanów nowej religii, a nawet półbogów, którzy mogą uratować życie, to aspekty mocno wykorzystywane w Indiach z pożytkiem dla przemysłu farmaceutycznego, jego dochodów, a z wielkim niebezpieczeństwem dla testerów. Te doświadczenia pochłonęły życie 438 ludzi tylko w 2011 r., pisze Kelly.

Są one nadal kontynuowane, bowiem nikt z murzyńskiej wioski, czy indyjskich slumsów nie będzie dochodził swoich roszczeń przed sądami. A nawet gdyby zajęła się tym jakaś organizacja humanitarna to odszkodowania, którymi można by zaspokoić roszczenia biedaków, w ich mniemaniu olbrzymie, dla koncernów są sumami śmiesznymi. Tak było w jednym przypadków w Indiach, gdzie 40 rodzinom wypłacono średnio po ok. 4 tys. dolarów za osobę. Dla koncernów AstraZeneca, Pfizer, Merck, których dochody to miliardy dolarów, to żadna kwota. Oszczędzają one ponad 50 proc. kosztów, jakie musiałyby ponieść prowadząc badania w USA, czy krajach zachodnioeuropejskich. Dlatego Indie, Chiny, Indonezja, Tajlandia, czy murzyńskie wioski, zawsze będą dla nich rezerwuarem bardzo tanich „królików doświadczalnych”.

W ten pomyślny czas epidemii, polityczną poprawność można schować do kieszeni

Niemiecki „Der Spiegel” opisał historię testowania leków przez amerykański koncern Pfizer na nigeryjskich dzieciach w miejscowości Kano w północnej Nigerii. Pfizer to największa firma farmaceutyczna na świecie, zatrudniająca 100 tys. pracowników i deklaruje 32,8 mld euro rocznej sprzedaży – więcej niż połowa produktu krajowego brutto Nigerii. Prawnicy, którzy pozwali firmę napisali w pozwie, że koncern potraktował chorych Murzynów jak „króliki doświadczalne” natomiast Pfizer odpowiedział, że ich misja w Nigerii, opanowanej przez epidemię zapalenia opon mózgowych wśród dzieci, to „humanitarny gest”, akt współczucia.

Epidemia wybuchła na początku 1996 r. Według oficjalnych danych nigeryjskiego rządu pochłonęła 11 tys. ofiar śmiertelnych. W tym czasie Pfizer prowadził badania nad nowym antybiotykiem o nazwie Trovan przeciw różnym rodzajom infekcji. Lek ten początkowo stosowano w szpitalach, głównie w przypadku zatrucia krwi. Ponieważ dawał liczne skutki uboczne, mógł spowodować chorobę stawów, zaburzenie wzrostu chrząstki szkieletowej oraz uszkodzenie wątroby, nie wolno było podawać tego leku dzieciom.

Trovan podawany był dożylnie, gdyż był to jedyny sposób, aby lek mógł działać efektywnie. Firma uznała, że jest w stanie wyprodukować równie skuteczne tabletki doustne. Pojawił się jednak problem – aby otrzymać zezwolenie FDA, trzeba było przejść długą i czasochłonną procedurę testów. A konkurencja nie spała. Koncern obawiał się, że może wyprzedzić go niemiecka firma Bayer. Dlatego Pfizer potraktował epidemię w Nigerii jako szansę dla siebie. Tu można było, bez zbędnych ceregieli, pod przykrywką „pomocy humanitarnej”, przetestować na chorych dzieciach sposób działania i skuteczność leku podawanego w tabletkach.

Wiosną 1996 r. Pfizer zaoferował taką „pomoc humanitarną” rządowi nigeryjskiemu. Dopiero przybywając do Kano Amerykanie mieli ujawnić, że nie są „misją” tylko zespołem lekarzy testującej nowy lek. Wybrano 200 chorych dzieci w wieku od trzech miesięcy do osiemnastu lat. Nie mogły być nosicielami wirusa HIV i być niedożywione. Oficjalna, zgodna z procedurami, droga do uzyskania zatwierdzenia leku i wypuszczeniu go na rynek, to suma rzędu 600 milionów euro. Firma chciała te pieniądze zaoszczędzić. Jednej grupie dzieci podano Trovan a drugiej Rocephin – konkurencyjny produkt szwajcarskiej firmy Hoffmann-La Roche.

Zespół Pfizer złamał wiele podstawowych zasad. Dziennikarz „Der Spiegel” pisze na przykład o pacjentce, małej dziewczynce, której stan po zażyciu Trovana się pogorszył. Mimo to kurację kontynuowano. Trzeciego jej dnia dziecko zmarło. Międzynarodowe wytyczne mówią wyraźnie, że podczas badań klinicznych pacjentów, którzy nie reagują na lek testowy, należy wyłączyć z dalszych doświadczeń.

Oczywiście, rewelacje „Der Spiegel” na temat amerykańskiej firmy konkurującej z niemieckim koncernem Bayer nie muszą być do końca wiarygodne. Niemniej informacji, mówiących o tym, że Amerykanie „biją Murzynów”, traktując ich, mimo poprawności politycznej wyznawanej oficjalnie, jak ludzi drugiej kategorii, jest więcej. I pochodzą one również od samych Amerykanów. Chociażby od znanego nam wszystkim Williama Coopera, oskarżającego rząd USA o wytworzenie wirusa HIV i zaszczepienie nim czarnej ludności w Afryce i w Stanach Zjednoczonych.

Ostatnie wpisy

Kategorie

FIRMY PRODUKUJĄCE SZCZEPIONKĘ NA ”ZARAZĘ” – POLIGONY EKSPERYMENTALNE W OBOZACH ZAGŁADY I KRAJACH 3 ŚWIATA.

2 grudnia 2020 / Możliwość komentowania FIRMY PRODUKUJĄCE SZCZEPIONKĘ NA ”ZARAZĘ” – POLIGONY EKSPERYMENTALNE W OBOZACH ZAGŁADY I KRAJACH 3

Może Ci się spodobać

TAJEMNICE IV RZESZY – BUSH, ŚMIERĆ TESLI, 9/11 23 sierpnia 2020

  • Ostatnie wpisy
  • Kategorie
  • FIRMY PRODUKUJĄCE SZCZEPIONKĘ NA ”ZARAZĘ” – POLIGONY EKSPERYMENTALNE W OBOZACH ZAGŁADY I KRAJACH 3 ŚWIATA.
  • Może Ci się spodobać